Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
180 postów 2190 komentarzy

Społeczeństwo inwestorów

Andrzej Madej - Od urodzenia praktyk przedsiębiorczości.

Wolność nie spadnie Ci z nieba

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Horyzontalna komunikacja pozwoli na lepsze ubezpieczanie naszej wolności przez wspólnoty polityczne. Ale nowoczesne użycie głosu wolnego, wymaga poważnych zmian.

 Pokręcone słowa

 
Kiedy piętnaście lat temu przedstawiłem krakowskim radnym pomysł Cracovia Maraton, czułem satysfakcję. Na kilkunastu obrazkach zebrałem idee, zasady, trasę, partnerów sportowych, medialnych i finansowych. 700.000 zł jako suma deklaracji kilku firm dla corocznego finansowania zawodów, rokowała mocne otwarcie. W poczuciu dobrego wykonania społecznej pracy, na zakończenie prezentacji użyłem określenia „inicjatywa samorządowa”.
 
Powiało grozą. Pierwszy odezwał się Bardzo Ważny Radny. Odwracając się ode mnie jak od pospolitego barbarzyńcy, odezwała się z powagą akademickiej doskonałości do swoich kolegów radnych: „Ale przecież samorządem jesteśmy my”.
 
Była jesień 2000, a poczułem się jak w jesieni 1981. Gdy ówczesny premier, zniesmaczony aspiracjami rolniczej Solidarności do rozmów o  wyżywieniu narodu, przedstawił logikę odpowiedzialności władzy: „Rząd wyżywi się sam”.
 
Język bez opieki
 
Ten ważny w moim życiu epizod, uczulił mnie na znaczenie różnic w poczuciu podmiotowości i języku rządzących, wobec poczucia podmiotowości i języka rządzonych, w świecie demokracji przedstawicielskiej.
 
Przez kilka wieków moderatorem tych relacji były gazety. Pojawienie się cyfrowych mediów i równoczesna centralizacja mediów papierowych, likwiduje rolę dziennikarza jako inspiratora i opiekuna komunikacji. Bez gazet, bez zawodowego dziennikarstwa, słowa, język tracą oparcie w prawdzie. Społeczna kontrola nad odpowiedzialnością demokratycznie stanowionych przedstawicieli traci skuteczność. Demokratyczne procedury zaczynają być tylko grą pozorów.
 
W Polsce dzieje się to tym prościej, że wielomandatowe ordynacje wyborcze, systemowo redukują osobowy wymiar polityki do gestów i deklaracji ustanawianych przez zatrudnianych w partiach politycznych marketingowców. Likwidując osobowy wymiar odpowiedzialności za słowo wobec wyborców, centrale partyjne przejmują administrowanie ścieżkami rozwoju swoich członków. Sprawność w realizacji „przekazu dnia”, staje się kluczową kompetencją zawodu takiego polityka.
 
Z braku opieki nad językiem kultury politycznej, termin „samorządowiec” może użyć każdy. I radny opłacany z pieniędzy podatników za zawodowy udział w okazjonalnych spotkaniach i prezydent miasta zarządzający urzędnikami publicznej administracji, a pewnie i sama administracja. Bo przecież coraz częściej używa ona dla zmistyfikowania publicznego rzecznictwa, różne „kolektywy zawodowego wolontariatu”. Określając tą współczesną formę klientyzmu – mediokracją[1]
 
Tak to język pozbawiony opieki, utrudnia rozpoznanie rzeczywistych intencji podejmowanych decyzjach. utrudnia wzmacnianie podmiotowość obywateli, utrudnia wspólnocie politycznej chronienie wolności. 
 
Demokracja po Gutenbergu
 
Smutny obraz wytracania przez Polaków poczucia sensu udziału we wspólnotach politycznych opisuję z doświadczeń w lokalnych sprawach Krakowa. Ale diagnoza dotyczy również udziału w krajowym wymiarze demokracji.
 
Wbrew popularnym opiniom, nie uważam by stan ten był skutkiem słabości naszej tradycji politycznej, czy skutkiem przywar konkretnych ludzi. 25 lat temu obserwowałem entuzjazm aktywności w Komitetach Obywatelskich, w nowo powstających ugrupowaniach politycznych. Sam nawet byłem przez chwilę członkiem Unii Demokratycznej. Potem obserwowałem słabnięcie tych motywacji, rozpływanie się ich autentyzmu w falach polt-poprawności narzucanej przez mniej lub bardziej przypadkowo zawiązujące się partyjno-medialne elity.
 
Wyjaśnienia, że wszystkiemu jest winna Magdalenka, NWO czy inny Układ, uznaję za zbytnie uproszczenie. Było poważniej.
 
Uważam, że alienacja naszych elit politycznych z otocznia społecznego, jest skutkiem użycia przez nie cyfrowych narzędzi komunikacji dla skupienia zarządzania. Użycia przez kierownictwa ugrupowań politycznych mobilnych telefonów, internetowych sieci i bibliotek pamięci do centralnego zarządzania przepływami informacji, nałożyło cudzysłowy na naszych „samorządowców” czy „posłów”.
 
Uważam też, że okres wykorzystywania narzędzi horyzontalnej komunikacji dla wzmacniania wertykalnego zarządzania, nie będzie trwał wiecznie. Wprowadzenie nowego modelu ustroju życia publicznego służącego podmiotowości człowieka i tożsamości wspólnot, wymaga teraz głębokiego rozważania zakresów regulacji, które mogą i powinny być ustalane w formie bezpośredniej. Wymaga wypracowania nowych relacji  pomiędzy mechanizmami demokracji przedstawicielskiej a mechanizmami demokracji bezpośredniej. Wymaga debat podejmowanych poza miejscami pracy zawodowych politologów, poza miejscami pracy finansowanymi przez strażników starego.
 
Wymaga mniej lub bardziej domyślnej, narodowej strategii zmian dla demokracji po Gutenbergu.
 
Stara wiara
 
Piszę o tym tu i teraz, bo próbowałem ostatnio namówić kilku swoich krakowskich znajomych do zajęcia wspólnego stanowiska w tych sprawach, przy okazji zbliżającego się Referendum.  Tak się bowiem szczęśliwie składa, że żaden z moich krakowskich rozmówców o sprawach publicznych nie ma wątpliwości, że trzeba pójść do Referendum 6 września i że trzeba głosować za zmianą ordynacji na JOW.
 
Tajemnicą takiej zgodności, jest nasza niegdysiejsza aktywność na rzecz jednomandatowych okręgów wyborczych. Dla mnie zaczęła się ona od wspomnianego na wstępnie doświadczenia z roku 2000. Wówczas to wstąpiłem do Ruchu JOW i kilkakrotnie podejmowałem się roli lidera publicznych działań na rzecz zmiany ordynacji wyborczej.
 
Ale dla wielu Krakusów batalia o personalizację życia publicznego zaczęła się już dziesięć lat wcześniej. Dla zainteresowanych szczegółami, zebrałem ich trochę do cyfrowej biblioteki pamięci https://pierwszyzokregu.wordpress.com/ , zachowując język i kolorystykę tamtych dni …
 
Dwa miesiące temu poprosiłem kilku Starych Wiarusów o ponowne podniesienie sztandaru zmian i wsparcie nowej fali w batalii o jakość Polski.
Jednak tym razem nie starczyło mi czasu, argumentów, umiejętności do sformowania Legionu.
 
Człowiek nad Wisłą
 
Ostała się blogerka.
 
Napisałem i powiesiłem coś niecoś o dwóch Ważnych Sprawach. O korupcji i o solidarności.
 
Że głównym problemem współczesnych instytucji jest korupcja. Że im taniej można wejść do rywalizacji politycznej, tym korupcji mniej. I, że przy ordynacji jednomandatowej jest prościej i taniej walczyć.
Czyli, że ordynacja jednomandatowa lepsza jest.
 
Że dzięki samodzielności w korzystaniu usług społecznych, dobrobyt osiągać możemy coraz częściej poprzez pracę solidarną. Że udzielanie pomocniczego wsparcia dla pracy solidarnej przez administrację państwa, powinno być się odbywać pod polityczną kontrolą politycznych przedstawicieli. Że ci kontrolerzy muszą być osobiście znani ich wyborcom. Co w ordynacji jednomandatowej jest zasadą główną.
Czyli, że ordynacja jednomandatowa lepsza jest.
 
Tekst wyrosły z ekonomii, dużo rzadkich słów, euforii nie wywołał.
Cennym dla niego dodatkiem jest komentarz blogera RomanKa, że rezygnacja z partyjnej kontroli nad wielomandatowością, to upodmiotowienie człowieka wobec innego człowieka we wspólnocie wartości. To warunek odpowiedzialności za wolność. Warunek utrzymania Polskiej racji rozumienia wolności człowieka, w Kraju nad Wisłą.  
 
Referendum specjalnej troski
 
Szańce obrońców starego porządku są ciągle mocne. Jak można się było spodziewać ataki na Referendum ruszyły ze wszystkich stron.  Pokonać je mógł tylko geniusz polityczny Pawła Kukiza – który niestety jeszcze się nie ujawnił.
 
Stało się. Nie tylko Paweł Kukiz zakiwał się w budowaniu programu bez programu i partii bez partii, ale i internetowi rzecznicy JOW okazali się nie zdolni do współdziałania. Dotyczy to oczywiście i mojej skromnej osoby.
 
Oto jest bilans słabości.
 
Pomimo głębokiego przekonania, że ordynacja wielomandatowa jest ostoją zmistyfikowania życia publicznego, jego degeneracji przez prawność polityczną, pomimo przekonania, że jest ona anachroniczna i blokuje wykorzystanie nowych technologii komunikacyjnych, nie potrafiłem poderwać nawet najbliższych współpracowników do słusznej walki.
 
Z Legionu ostał się sznurek cyfrowych znaczków, nazywany biblioteką pamięci.
 
Nie ma wolności bez solidarności
 
Kilka miesięcy temu pan Krzysztof Wojtas rozpoczął na NEonie dyskusję o zmianach w ustroju demokracji. O relacjach pomiędzy obywatelskim uczestnictwem bezpośrednim i pośrednim. Niestety nie ukonkretniliśmy na NEonie jego propozycji, nie włączyli się w debatę członkowie Ruchu JOW, ani rzecznicy miejskich form demokracji bezpośredniej. Nie mówiąc już o zawodowych politologach ...
 
Nie potrafimy dziś zatem przekonująco ukazać szans nowego modelu ustrojowego demokracji dla rozwijania tożsamości narodowej, dla jakości publicznych przestrzeni, dla dobrego uczenia, leczenia, rywalizacji w globalnie otwartej gospodarce sieci wiedzy. I kluczowego znaczenia w tym nowym modelu osobowej odpowiedzialności za słowo i za działanie. 
 
W maju tego roku wydawało się jeszcze, że nowe warunki do głosowania przez człowieka na człowieka, spadną nam z nieba jak manna narodowi wybranemu na pustyni. Bez sporów opartych na prawdzie doświadczenia, bez  trudu konfrontowania sprzecznych racji, bez ustępstw przyjmowania programowej jedności.  
 
Nie spadną.
 
Tak jak 35 lat temu nad Polskim morzem, potrzeba nam dywizji solidarności …

 


[1]              Tak. Ja wiem. To brzmi cudacznie. Skundlony język.

KOMENTARZE

  • @Autor
    Tu w zasadzie trudno z czymkolwiek się spierać. Myślę , że różnica miedzy naszymi poglądami wynika (mówiąc poetycko) stąd, że Pan patrzy na Polskę ze wzgórza euforii, zaś ja- z doliny frustracji.
  • @Mariusz G. 23:06:41
    Polska - wspólna sprawa.
    Dodałem i pozdrawiam
  • @Andrzej Madej 23:19:08
    Dzieki panie Andrzeju za nastepny doskonaly zastrzyk wspomagajacy rozsadek:-)))
    Dywizje Solidarnosci juz sa....brakuje tylko pelnej swiadomosci, ze sa one dywizjami...ktora powoduje, ze te dywizje nie ruszaja! To musi sie stac faktem,.,ze to wlasnie my jestesmy tymi ,ktorzy dowodza, sa zolnierzami dywizji...wystarczy tylko przyznac sie do tego, ze....
    Polsko Potrafisz!!!!!! Jak zawsze, jak od 1000lat...Potrafisz TY sama wspolnie w solidarnym wysilku.. w procesie swiadomej AKCJI!
    Haslem... TAk- nie- tak!
  • @RomanKa 05:50:05
    Samoświadomość duchowej więzi w dywizjach solidarności, trudna sprawa.
    Nawet dziś, ciągle nam trudno potwierdzić ich znaczenie w Polskiej drodze do niepodległości.

    Powiedzieć niby łatwo.
    "Solidarność z błoń". Z publicznych spotkań w 2 - 10 czerwca 1979 w dniach Pierwszej Pielgrzymki Jana Pawła II do Polski.

    Ale jak o tym uczyć nasze dzieci, wnuki.
    Jak utrwalić świadectwa ...
    W tym polityki historyczne nie pomogą. Zbyt wertykalne ...
  • @Andrzej Madej 06:54:03
    Ze wpadne panu w slowo...Jakie???? dzieci ??? - panie Andrzeju????
    Jakie dzieci???? Czyje dzieci??? gdzie te dzieci????
  • @RomanKa 21:07:32
    Moje dzieci.
    Pana dzieci.
    Nasze dzieci.
    I dzieci, tych naszych dzieci ...

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031