Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
153 posty 2012 komentarzy

Społeczeństwo inwestorów

Andrzej Madej - Od urodzenia praktyk przedsiębiorczości.

Klarowanie odpowiedzialności

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Czy nowe instrumenty finansowe będą ułatwiać rozliczanie polityków podejmujących odpowiedzialność za rozwój Polski, czy pływanie w mętnej wodzie poprawności politycznej.

Zarządzanie sieciowymi politykami społecznymi
 
Najpoważniejszym zagrożeniem dla wykorzystania nowoczesnych technologii, jest przejęcie odpowiedzialności za organizowanie programów polityk społecznych przez instytucje działające w interesie central kapitałów finansowych. Należy się obawiać, czy konsekwencją takiego ograniczenia roli służb publicznych, nie będzie wprowadzenie systemu sterowania rozwojem edukacyjnym do formacji postaw produktywności i konsumeryzmu.
 
Językiem miękkiej promocji tego groźnego scenariusza jest ideologia Społecznej Odpowiedzialności Biznesu. Pod niewinnymi pozorami dobroczynności w marketingu, wprowadza ona mechanizmy pozaustrojowej presji społecznej na ośrodki władzy politycznej. Nie powinniśmy mieć wątpliwości, że z czasem mechanizmy te będą wykorzystane tylko dla tych polityk społecznych destabilizujących poczucie odpowiedzialności człowieka za dokonywane wyborów. Dla polityk róbta co chceta.
 
Ułatwieniem dla tego groźnego scenariusza, może być wprowadzenie nowych instrumentów zamkniętego zarządzania finansami publicznymi. Instrumentów faktycznie potrzebnych dla integracji działań rządu i samorządów w sieciowych politykach społecznych, ale mogących też mieć bardzo niebezpieczne skutki.
 
Okulary w mętnej wodzie
 
Październikowy Kongres Kultury, był Warszawską manifestacją siły kolektywów kultury, wobec władzy politycznej. Na połowę listopada, mniej więcej ta sam grupa liderów, przygotowuje Krakowską manifestację, tym razem odpowiedzialności etycznego biznesu, za siłę kolektywów kultury.
 
Na Krakowskiej konferencji usłyszymy zapewne deklaracje głębokiej troski i troskliwej ofiarności, dla rozwijania kultury dzięki zaangażowaniu wiodących kolektywów Trzeciego Sektora, składane przez zarządzających Wiodącymi Korporacjami.
 
To opakowanie. Zapowiadana obecność w Krakowie polityków kierujących zarówno sprawami krajowymi, jak i lokalnymi, jest dla coraz czytelniejszym sygnałem na poszerzanie aspiracji kierownictw korporacji, do sterowania sprawami publicznymi. Tak, by kierunkowanie funduszy na cele publiczne, odbywało się z udziałem zarządzających funduszami kapitałowymi.
 
Należy się obawiać, że proponowane przez europejskie centra modernizacji finansów publicznych (OECD) wprowadzenie zamkniętego modelu „obligacji społecznych”. Przed czym przestrzega Jerzy Wawro, wskazując na zagrożenie kreowania w ten sposób długu publicznego. 
 
Kultura poznania dla kultury solidarności
 
Dla ludzi ceniących wolność i równość, pożytkiem z debaty wywoływanej przez te koferenscje, powinno być poszukiwanie nowych instrumentów do przejrzystości kultury życia publicznego. Rozwijanie kultury gospodarowania publicznymi zasobami, odpowiednio do naszego coraz bardziej aktywnego stylu życia. 
 
Warto zatem rozważać szanse wykorzystania nowego modelu obligacji, nie dla zamknięcia nadzoru nad politykami społecznymi w gabinetach instytucji finansowych, ale odwrotnie, dla jego możliwie najszerszego otwarcia dla sieciowej kontroli społecznej.  
 
Uważam, że racją wprowadzenia takich obligacji w Polsce, jako instrumentu przejrzystego integrowania programów sieciowych polityk społecznych rządu i samorządów, powinno być powiązanie intelektualnej kompetencji do wykorzystywania nowoczesnych technologii z moralną kompetencją do odpowiedzialności za trud wykonywanej przy tym pracy. Bo to też powinien być zasadniczy cel pomocniczego wsparcia państwa, dla domowej pracy solidarnej i dla domowej edukacji przez całe życie.
 
Racja ta wyprowadzona jest zatem z kultury poznania potrzeb, możliwości i zasad w gospodarowaniu domu. Tego fundamentu ekonomii postrzeganej nie tylko jako roztropnej, ale i jako dobroczynnej troski o rozporządzanie zasobami materialnymi. Ze względu na międzypokoleniowych wymiar źródła solidarności, taki model obligacji warto nazywać „obligacją posagową”.
 
Ekonomia dla zdrowia
 
Praktyczne rozpoznanie użyteczności „obligacji posagowej” można i warto rozpocząć od najbardziej naturalnej praktyki pracy solidarnej, czyli od domowej samopomocy zdrowia. Gigantyczny rozwój cyfrowych narzędzi i technologii medycznych, będzie sprawiedliwie służył każdemu potrzebującemu, jeżeli potrafimy przełamywać bariery niekompetencji w ich samodzielnym wykorzystywaniu.
 
Tą potrzebę powiązania zasad „samopomocy zdrowia” i „uspołecznienia profilaktyki medycznej”, proponuję podejmować programami „sportowej promocji zdrowia”. Adresowanymi do naszych najmłodszych i najstarszych rodaków, publicznymi wydarzeniami kultury fizycznej. Organizowanymi równocześnie z wykorzystaniem komunikacji w sieci przez wladze krajowe i przez władze samorządowe. Obligacja posagowa, idealnie pasuje do efektywnego organizowania w Polsce takiej współpracy.
 
Aby takie interwencje dawały trwałe efekty w stylu naszego życia, muszą się oprzeć na traktowaniu pracy jako wyrazu godności. Jako właściwości stylu życia, nazwanej (1976) przez Lubelską szkołę personalizmu słowem „pracodzielność”.
 
Trzeba też wskazać grupy osób zdolnych i skłonnych do osobistego przedstawiania sensu pracodzielności młodzieży. Tą współczesną powinność pracy organicznej,  mogą / powinni podjąć seniorzy. Od zawsze dobroczynni w swoich wspólnotach.
 
Tak zarysowane wykorzystanie ekonomii dla zdrowia, wymaga publicznych środków finansowych. Środków  przewidywanych i w budżetach krajowych i w terytorialnych na promocję zdrowia. Ten mechanizm ma w Polsce precyzyjne osadzenie ustrojowe i przygotowanie instytucjonalne.
 
Nowością wprowadzaną przez „obligacje posagowe”, jest wcześniejsze pozyskanie pożyczek od oszczędzających. W otwartym modelu obligacji posagowych, mają to być osoby fizyczne. By wykorzystać ich roztropność w indywidualnym inwestowaniu, do wartościowania inicjowanych programów. Poprzez kupowanie i sprzedawanie obligacji posagowych.
 
Mechanizm pozwalający nie tylko na otwartą kontrolę efektywność programów sieciowych polityk społecznych, ale i na samoregulacyjne powiązanie ich z potencjałem indywidualnych oszczędności emerytalnych. 
  
Czas otwartych zmian
 
Rzecznictwo tego nowego instrumentarium jest sprawą trudną. Wymaga równoczesnego mobilizowania zmian w zdrowiu, w edukacji, w sporcie, w finansach, w polityce. Ale przede wszystkim wymaga wiary w takie zmiany w stylu życia, które uznają znaczenie trudu samodzielnej pracy dla korzystania z wolności.
 
Podstawą jest pracodzielność. Ta pracodzielność, która wprowadzona do kanonu formowania stylu życia, utrudni promocję postaw konsumenckich, utrudni zarabianie na chorobach, utrudni sterowanie cyberpastuchami.
 
Nie mam poczucia odkrywania Ameryki.
Myślę, że liderzy globalnych biznesów przewidując od dawna te kłopoty w zarabianiu, już realizują strategie upowszechnia zacofania kompetencyjnego i poczucia bezradności. W Polsce i nie tylko w Polsce. Naiwnością jest oczekiwanie na publiczne prezentacje takich strategii. To zrozumiała logika ochrony tajemnic gospodarowania, dla powiększania zysku z kapitałów.
 
Jest gorzej. Na Krakowskiej Konferencji, spodziewam się barwnych gejzerów dokładnie odwrotnej argumentacji. Dla młodych to może być nawet ciekawe. Ja nie mam wobec tego mącenia specjalnych emocji.
 
Mnie trapi inna wątpliwość; kiedy Polacy podejmą rzecznictwo społecznej kontroli nad odpowiedzialnością za finanse publiczne. Przecież wprowadzanie obligacji posagowych, jest świetną okazją dla podniesienia łacińskiego głosu o klarowaniu w Europie nowoczesnego ustroju odpowiedzialności dla wolności.

KOMENTARZE

  • Autor
    „rozliczanie polityków podejmujących odpowiedzialność za rozwój Polski, ...czy za finanse publiczne”

    Tutaj „odpowiedzialność” sugeruje „odpowiadanie” na pytania jakiegoś trybunału za związane z zakresem „podjęcia się” zaniedbania, czy nieumiejętności, niefachowości czy zdrady...

    Myślę, że tu chodzi tylko o podejmowanie się spełnienia pewnego obowiązku, albo nawet tylko wykonaia pewnej pracy.

    Takie patrzenie przez odpowiedzialność „odpowiadaniową”już zwalnia potencjalnych przestępców i karierowiczów z poczucia obowiązku – od razu zakłada, że im się może nie udać, że nie muszą dawać z siebie wszystkiego. Zachęca do zabezpieczania się by nie podpaść, do dbania o pozory... Wyklucza działania odważne i ryzykowne.

    Jak się przewiduje że ktoś może nie wywiązać się z jakiegoś zadania, to trzeba od początku jasno mówić o obowiązkach, które przyjmuje i prawach, których za to nabywa. Wtedy jest wszystko jasne i jest podstawa do kontroli i rozliczeń.

    W ogóle patrzenie na odpowiedzialność z punktu widzenia prawa, a nie ludzkich wartości, od prawdy i miłości jako źródła działań ofiarnych to daleko idące nieporozumienie.

    Dlatego też odpowiedzialności nie da się kontrolować.
    Kontrole mogą kontrolować tylko wypełnianie obowiązków.


    Prawdziwa odpowiedzialność nie jest w żaden sposób zależna od praworządności, żadnych praw i obowiązków i nie wiąże się z żadnym odpowiadaniem przed kimkolwiek innym jak przed sobą.


    Mówię np. komuś: „będziesz za to i za to odpowiedzialny”, to znaczy tylko tyle, że nie będzie miał współpracowników. Znaczy to, że zadanie będzie miał samodzielne i że na nikogo nie będzie mógł zrzucić winy, jak go nie wypełni.
    Słowo "odpowiedzialność" jest tu użyte też w sensie: "dobrze będzie jak stawiane ci zadanie potraktujesz jako swoją odpowiedzialność", ale to na pewno nie czyni tego kogoś odpowiedzialnym.


    To prawda, że wolność to już wartość mocno skojarzona z odpowiedzialnością: tyle „odpowiedzialności, ile wolności".
    Z drugiej strony – mógłby nawet uwierzyć, że jest odpowiedzialny, bo POWIERZONA MU JEST WŁADZA.

    Tak więc są dwa główne kryteria czy to odpowiedzialność: wolność i władza.
    Do tego trzeba jeszcze mieć pewność, że naprawdę je otrzymał, czy nikt mu się nie będzie wtrącał, np. próbował nim kierować z tylnego siedzenia, albo np. przez naciski. W tle są jeszcze wspólnota, równość, braterstwo i harmonia między nimi dla zgodnej współpracy w realizacji wspólnych celów.

    Jeżeli jest tu powierzenie zadania, to i zwierzchnik, to na pewno nie jest to odpowiedzialność tylko obowiązek, mimo użytego tu słowa „odpowiedzialność”.


    Dodam że w równoległej notce też się odnoszę do słowa odpowiedzialność, np.:
    „...odpowiedzialność to już cecha sprawiedliwości – wciąż niedoceniana a najważniejsza.

    Nie tylko zresztą pomijana – odpowiedzialność świadomie została wyrzucona z kręgu najważniejszych ludzkich wartości życia wspólnotowego.
    Wrogowie demokracji używają słowa odpowiedzialność w sensie postawy osobistej i to w okolicznościach odpowiadania przed sądem, czyli z manipulatorską podmianą znaczenia słów „odpowiedzialności” na treść słowa „obowiązek”.

    Sprawy wokół tematu odpowiedzialność są tak drażliwe dla wrogów demokracji bo demaskatorsko sięgają sedna władzy...” http://miarka.neon24pl.neon24.pl/post/134372,komisja-wenecka-a-ceta
  • @miarka 10:25:59
    Dziękuję za wnikliwy komentarz. Całkowicie podzielam Pana napomnienia
    o etycznych fundamentach demokracji. To z tego względu poszukuję nowych, instrumentów wspólnotowego (narodowego) wartościowania konkretnych działań wspólnoty (programów polityk społecznych).

    Również dla satysfakcji z aktywności gospodarczej, fundament etyczny jest moim zdaniem kluczowy. Wyraża się on w podejmowaniu pracy jako wyrazu godności. Każde inne podejście faktycznie zwalnia z odpowiedzialności za jakość jej efektów. Robi z nas niewolników, "roboli" czy "rabów" (to rusycyzm ale moim zdaniem b.trafny).

    Rozumiem, że podziela Pan też moją nieufność wobec ideologii "społecznej odpowiedzialności biznesu". Sprawa jest dla mnie tym poważniejsza, że niestety uczestniczą w jej promocji również uczeni związani ze Społeczną Nauką Kościoła.
    A teraz chcą nakładać "biznesom" okulary, że niby "biznesy" potrafią czytać. Czego to uczeni w piśmie nie wymyślą :)

    Odniosę się do Pana artykułu, po umyciu okien (mus - bo akurat ładna pogoda ...).
  • @Andrzej Madej 11:35:38
    "ideologia "społecznej odpowiedzialności biznesu""
    to w ogóle prze-dziwoląg logiczny.

    Widać to dobitnie, jak się zauważy, że "społeczna" musiałaby się wzorować na "narodowej" bo to naród jest wspólnotą wiodącą w państwie i to jego system wartości przechodzi na całe społeczeństwo (oczywiście poza patologiami).

    Tak więc musiałaby być najpierw "narodowa odpowiedzialność biznesu". Najpierw, bo społeczeństwo samo w sobie nie ma zgodnego systemu wartości i celów, nie ma wspólnych doświadczeń i tradycji oraz ciągłości bytu.

    Ta "narodowa odpowiedzialność biznesu" to też bzdura, bo naród opiera się o wartości ludzkie i dobro wspólne (tu społeczeństwo już nie. Społeczeństwo nie, bo nie jest ideą, nie tworzy też ani zbioru zamkniętego, ani dobra wspólnego - a jak nie ma rzeczywistej wspólnej własności, to i nie będzie jako ogół i odpowiedzialne za wspólne sprawy).

    Z kolei biznes, to element polityki, a więc tego, co ma obowiązki względem wartości ludzkich najpierw narodu, ale i reszty społeczeństwa.
    - Biznes nie jest służebnym sprawiedliwości (w tym odpowiedzialności) - tak jak wartości ludzkie niższego rzędu są służebnymi względem wartości ludzkich wyższego rzędu - czyli świadomie i dobrowolnie.

    Sprawiedliwość (w tym odpowiedzialność) zmierza do moralności w życiu publicznym, a biznes nie - jemu wystarcza praworządność - jak mieści się w granicach prawodawstwa, to jest bezkarny choćby dopuszczał się dowolnej niesprawiedliwości,nieodpowiedzialności, nieprawości, wynaturzenia, zdrady, demoralizacji, czy innej ohydy moralnej.

    I ta bezkarność już biznesowi wystarcza.
    W ramach oferowanej mu przez prawodawstwo bezkarności biznes może już sięgać po swoje uzurpowane zyski "za wszelką cenę", aż po zbrodnie.
    Nadto nawet wtedy może się upominać, żeby go nazywać człowiekiem praworządnym.
    Sprawiedliwym, ani odpowiedzialnym to już nie.
    Sprawiedliwość, ani odpowiedzialność już wymagają patrzenia na rzeczywistość od strony ducha ludzkiego.
    Biznesmeni i na to mają sposób. Nazywają swoje działalności pracą, a ta już jest elementem polityki więc i ocenom moralnym nie podlega. Typowe jest tu zawołanie: "Żadna praca nie hańbi", albo "Bez urazy. To tylko biznes").

    Naród nie prowadzi działalności biznesowych. Nikomu takich działalności nie zleca. Nie zawiera umów biznesowych, nie wchodzi w związki z biznesem. Jest ponad to. Tworzy zasady. Odpowiednio kiedy robi to państwo - to władze popełniają dyskwalifikujące je wykroczenie. One mają dbać o utrzymywanie się państwa jedynie z opłat, licencji, ceł i podatków.
    Nie da się więc już z tego powodu traktować biznesu jako odpowiedzialnego przed narodem.
    Nie da się i z tego powodu, że odpowiedzialność zmierza ku moralności.
    To co innego jak etyka. Etyka jest instrumentem polityki, ale wiąże się z obowiązkami, a nie z odpowiedzialnością.

    Zakończę więc stwierdzeniem: Nie ma społecznej odpowiedzialności biznesu.
  • @miarka 13:39:57
    Rozpocznę stwierdzeniem: Nie ma społecznej odpowiedzialności biznesu.
    ----

    To co mnie teraz najbardziej nurtuje, co jest przedmiotem i tej notki i kilku wcześniejszych, to upowszechnianie poczucia satysfakcji z odpowiedzialności za pracę czyli "pracodzielność" w Krakowie. Jak pisałem, waga tej postawy, tej cnoty (powinna to być piąta cnota kardynalna) wynika z rosnącej przewagi znaczenia "pracy" w ekonomii w stosunku do znaczenia "kapitału". Europa tego jeszcze nie wie, ale przemyślenia Lubelskiego personalizmu, mogą ją wyciągnąć z ślepej uliczki ...

    Próbuję przemyśleć jak osoby doświadczone praktyką przed-się-bierania ryzyk rozporządzania zasobami na konkretne zadania gospodarcze, powinny prezentować swoje doświadczenia młodzieży, żeby nie brzmiało to jak samochwalstwo: Ja, Ja, Ja. Jak zuniwersalizować wypowiedzi różnych osób stających wobec odpowiedzialności za podejmowane ryzyko ?

    Chodzi mi po głowie porównanie z brydżem (mam w tym sporcie sporo młodzieńczych doświadczeń). Tu też, jak w gospodarce są dwie fazy: pierwsza: ustalenie co się chce (licytacja) i druga: wykonanie zamierzenia (rozgrywka).

    Moim zdaniem, praktyka brydża może być dobrą lekcją do zapamiętania powiązań pomiędzy pracą, przedsiębiorczością i odpowiedzialnością.
  • @miarka 10:25:59
    Jeszcze co do "odpowiedzialności" w tytule notki.
    Pierwotny tytuł był dłuższy: "Klarowanie suwerenności dla wolności". Bo to ryzyko przejmowania nadzoru nad politykami przez globalne korporacje (pieszczotliwie nazywane "biznesem"), to ingerencja w suwerenność Państwa.
    Skróciłem, przez co pogłębiłem problem ...
  • @Andrzej Madej 15:35:18
    "To co mnie teraz najbardziej nurtuje, co jest przedmiotem i tej notki i kilku wcześniejszych, to upowszechnianie poczucia satysfakcji z odpowiedzialności za pracę czyli "pracodzielność" w Krakowie. Jak pisałem, waga tej postawy, tej cnoty (powinna to być piąta cnota kardynalna) wynika z rosnącej przewagi znaczenia "pracy" w ekonomii w stosunku do znaczenia "kapitału"

    Wciąż uważam, że nie wolno tego łączyć.
    A to dlatego że "pracodzielność" (czyli odpowiedzialność za pracę) jest cnotą - wartościa z kręgu cnót składających się na sprawiedliwość, do których należy i odpowiedzialność w ogóle.
    Zgadza się, że towarzyszy jej poczucie satysfakcji - jednak jest to satysfakcja wewnętrzna
    Tak każda cnota, jak i każda odpowiedzialność - to są sprawy wewnętrzne człowieka.

    Nie ma więc sensu tu żadne "upowszechnianie" szukania tej satysfakcji - no chyba że ktoś chce nią uwodzić panienki.
    To grozi fałszem i obłudą.

    Warto zauważyć, że ta satysfakcja to tyle co "radość z bycia na dobrej drodze"- dotyczy owocu Ducha Świętego, który otrzymujemy od Boga kiedy realizujemy w praktyce dary Ducha Świętego zgodnie z Bożą intencją.

    Cóż nam tu da to "upowszechnianie", czyli w praktyce chwalenie się swoją zaznawaną radością?
    Wtedy przecież radość/satysfakcja wychodzi na cel naszych działań. Ginie tu gdzieś samo to szlachetne działanie za którego dobre wykonywanie Bóg nam błogosławi owocem radości/satysfakcji.

    A ponadto tu łatwo o grzech przeciw Duchowi Świętemu - nie można przecież budować swoich planów na sprawach, które leżą w dobrowolnej gestii Boga - a do takich należy Boże błogosławieństwo (tu jest nim ta radość/satysfakcja).
    Bóg może nam go w wydawałoby się powtarzalnej sytuacji odmówić - i co wtedy? _ Pójdziemy z Nim do sądu arbitrażowego (podobnie jak CETA chce chodzić o zyski)?


    Tak więc uważam, że ta chęć "upowszechnienia" dotyczy nie "szukania tej satysfakcji" na drodze realizacji ludzkich wartości, rzetelnej służby na ich rzecz, a na chęci "budowy etosu dobrej pracy".


    Trzeba więc na wszystkie elementy pracy patrzeć przez pryzmat obowiązku, a nie odpowiedzialności. Dopiero na to nakładać etykę - to element polityki, więc się nadaje ...

    A odpowiedzialność to i owszem, trzeba mieć na uwadze - ale nie po to żeby z niej rozliczać, bo to się nie da, a po to by ją uszanować. - Jak wszystkie zresztą luszkie wartości ludzkie - aby nie przeszkadzać ludziom w ich realizacji.


    "Moim zdaniem, praktyka brydża może być dobrą lekcją do zapamiętania powiązań pomiędzy pracą, przedsiębiorczością i odpowiedzialnością"

    Też w młodości grywałem w brydża, więc w pełni się z tym zdaniem zgadzam. Pamiętam taką np naukę: "Przewiduj problemy partnera", po której to zrozumieniu poznałem partnera z którym odnosiliśmy sukcesy na turniejach.
    W szachach, w które grywałem wcześniej tego elementu odpowiedzialności nie było.
  • @Andrzej Madej 16:01:28
    "Pierwotny tytuł był dłuższy: "Klarowanie suwerenności dla wolności""

    Jeżeli tu tylko o tytuł chodzi, to większego to znaczenia nie ma. Jednak gdzyby mialo temu towarzyszyć pewne ukierunkowanie, to ten właśnie tytuł byłby ciekawszy.

    Chodzi o nakierowanie na władzę i własność, na naród i inne wartości moralne. One są wszystkie wartościami wyższego rzędu jak wolność i odpowiedzialność - one wręcz muszą od strony duchowej poprzedzać wolność i odpowiedzialność.

    Jednak to by był całkiem inny artykuł.
  • @miarka 17:15:23
    Tak. Faktycznie zacząłem pisanie od problemu aspiracji korporacji do przejmowania praw / zadań państwa, a skończyłem na bliskich mi zawodowo zagadnieniach pracy dla zdrowia.
    Gdybym wysilił się na zagadnienia władzy, własności, administrowania, to związałbym to z refleksją o rządowej Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.

    http://si.neon24.pl/post/133903,czas-potrzebnych-zmian

    Tam pisałem o dwóch kluczowych wizjach odpowiedzialności w rozwoju Polski, jako wizjach wykorzystania nowoczesnych technologii dla podnoszenia dobrobytu:

    "A. Należy respektować: organikę życia społecznego i koncentrować się na czynnikach, które umożliwiają wspólnotom powiększanie kompetencji dla samodzielnego powiększania dobrobytu.

    B. Należy obawiać się: skutków segmentacji życia społecznego i wprowadzania czynników, które limitują potrzeby, programują zakresy i sposoby zaspokajania dobrobytu.

    Pierwszą oczekiwaną dla wolności wizję odpowiedzialności określam terminem Model humanistycznego wsparcia, drugą zagrażającą wolności wizję odpowiedzialności określam terminem Model etatystycznego wsparcia."

    Czyli w tekście tym postawiłem problem "odpowiedzialności" w kontekście sposobu wykorzystania nowoczesnych technologii. Wskazując na dwa możliwe scenariusze / modele.
    Korporacje sprzyjać będą "Modelowi etatystycznego wsparcia". Modelowi tylko z pozoru angażującego służby administracji publicznej, bo faktycznie ich rolę przejmować będą Korporacje, potrafiące wykonać zadania publiczne bardziej efektywnie.
    Jednym z instrumentów tej efektywności może być omawiana w tym artykule być "Obligacja społeczna" wprowadzana w wersji modelu zamkniętego.
  • @miarka 17:07:49
    Praca.
    Co do "obowiązku pracy" Jan Paweł II w Mogile 9.6.1979, wskazał go jako drugi obok godności komponent pracy jako wyrazu wolności człowieka i nazwał go "ciężarem krzyża". Jan Paweł II nie używał niestety określenia "pracodzielność" jako cnota (w każdym razie ja o tym nie słyszałem).

    Upowszechnianie.
    Jeżeli naród może wykorzystać administrację dla wsparcia jego wartości, to jest to jakieś upowszechnianie. Ja podkreślam znaczenia relacji międzypokoleniowych, głównie w domu, w rodzinie, ale nie tylko. Stąd kategoria "senior" i poszukiwanie podejścia systematyzującego. Czuję kolizję tego "gromadnego" podejścia, z bardzo "osobowym" pojęciem satysfakcja. Kiedyś (1413) powiązał to genialnie Paweł Włodkowic: "Ten tylko jest obywatelem Rzeczpospolitej, którego miłość braterska zakorzeniona jest w zmartwychwstaniu." Czyli powiązał słowo "sprawiedliwość" (Pańskie słowo klucz) z racją stanu państwa. I i to państwo przetrwało jako suweren dla kilku narodów (znacznie więcej niż dwóch) przez kilka wieków, ale to było tak dawno, że już mało kto pamięta :)

    Brydż.
    "Przewiduj problemy partnera". Dzięki - to chyba jest klucz. Na tą wyobraźnię dla ludzkich słabości warto uczulać dzieciaki. Jak o tym opowiedzieć od strony wprowadzania innowacji gospodarczych, od strony przed-się-biorczości. Trzeba by to wymyślić.
    Junia tego nie rozkmini.
  • @Andrzej Madej 08:51:58
    "Co do "obowiązku pracy" Jan Paweł II w Mogile 9.6.1979, wskazał go jako drugi obok godności komponent pracy jako wyrazu wolności człowieka".

    Tak. To jest dobre stwierdzenie.
    Tylko człowiek wolny najpierw spełnia odpowiedni obowiązek, by tą drogą nabyć praw.
    Człowiek wolny może brać na siebie jakiś obowiązek i robić to świadomie i dobrowolnie.
    Niewolnik zaś od razu działa dla praw własnych, dla korzyści "tu i teraz".
    To dlatego tak bardzo bałamutną i szkodliwą dla Polski i Polaków działalność odwołującą się do używania życia i trwonienia dóbr "tu i teraz" prowadził Tusk.

    Godność tutaj, to po prostu brak poniżania się szukaniem łaski innych ludzi w pozyskiwaniu od nich gotowych dóbr i usług. Dzłowiek dbający o swoją ludzką godność zawsze robi co może, aby to, czego potrzebuje wyprodukować samemu (albo zarobić pieniądze na innych społecznie użytecznych działalnościach i sobie kupić).

    Jest tu też element ryzyka - biorca owoców tego obowiązku może je bowiem zawłaszczyć i np. ten, kto się napracuje, może swojej należnej zapłaty nie otrzymać.
    Druga sprawa, że jest tu i element wspólnotowości. Kiedy funkcjonuje wspólnota, jeden i drugi funkcjonują jak naczynia połączone - korzyść jednego szybko przysporzy korzyści i drugiemu, zaś krzywda jednego szybko przełoży się i na krzywdę drugiego.
    Wymiana dóbr musi się odbywać według zasad i umów, czyli praworządnie.
    Kiedy biorca korzyści ją zawłaszczy, to i roztrwoni, wtedy nie tylko ten pokrzywdzony zbiednieje, ale i wspólnota zbiednieje.

    To dlatego z mądrym (a będącym lojalnym członkiem wspólnoty) lepiej zgubić, jak z głupim (a funkcjonującym poza wspólnotą) znaleźć.

    W pierwszym przypadku wspólnota pomoże mu odzyskać pozycję i jeszcze zyskać naukę, zaś w drugim przypadku zyski zostaną roztrwonione, rozproszone, zmarnotrawione - i to jeszcze w sposób destrukcyjny i uczący postaw samozatraceńczych.

    Rzecz jest w tym, że niewolnik i pasożyt sięgają od razu po tzw. prawa, licząc nawet na to, że od obowiązku się wymigają. A jak sięgną, to od razu je konsumują - po czym zostaje im dług, który ich zniewala.

    Dlatego też ludzie wolni (naród), oraz moralni nie powinni sprzegać się do wspólnych dzieł z wszelkiego rodzaju niewolnikami - np. uzależnionymi, czy nałogowcami i pasożytami, czy przestępcami (obywatele nominalni, a dopóki się nie zasymilują - faktyczny margines społeczny).

    Dlatego i w będąca tematem notki odpowiedzialność nie powinna być bezpośrednio łączona z pracą, bo to wartość wspólnotowa - dotyczy narodu, rodziny, czy innych trwałych związków międzyludzkich.

    Nie dotyczy ona szumowin mieniących się nominalnymi obywatelami (a którzy zawsze zajmują pozycje z boku wspólnoty (jak wkraczają w ideologie, to i uzurpują sobie miejsce nad wspólnotą).

    Zresztą odpowiedzialność, tak jak i wolność to poziom wartości i jest to poziom nadrzędny nad polityką (w tym pracą). - "Obowiązek pracy jest dopiero wyrazem wolności", pochodną, bytem niższego rzędu jak wolność i odpowiedzialność).


    "Jeżeli naród może wykorzystać administrację dla wsparcia jego wartości, to jest to jakieś upowszechnianie".

    Oczywiście, od tego powołał państwo, żeby jego administracja organizowała takie działalności, których z niższych szczebli wspólnotowości nie miał narzędzi by je wykonywać.

    Pytanie nie jest więc "czy", tylko "jak to robić" dla konkretnych przypadków - bo przecież nie wszystkie wartości dają się wywlekać na forum publiczne.
    Jest nawet odwrotnie - liczne powinny być nawet strzeżone przed wrogami jako największa tajemnica wspólnot, czy jako gwarancja rozpoznawania się w swojej tożsamości, czy narzędzia moralności wewnętrznej, kontroli, bezpieczeństwa itd.

    Jeżeli by coś tu miało być wynoszone dla działalności administracji, to tylko to, co jest wspólnocie )np. narodowi zupełnie konieczne.



    "Ja podkreślam znaczenia relacji międzypokoleniowych, głównie w domu, w rodzinie, ale nie tylko".

    Lepiej niech to zostaje w domu i rodzinie - a z tym "nie tylko" to już bardzo bardzo ostrożnie.



    ""Ten tylko jest obywatelem Rzeczpospolitej, którego miłość braterska zakorzeniona jest w zmartwychwstaniu." Czyli powiązał słowo "sprawiedliwość" (Pańskie słowo klucz) z racją stanu państwa."

    Owszem. Słusznie to powiązał. Sprawy duchowe zawsze muszą iść przed materialnymi, a wartości wyższego rzędu przed wartościami niższego rzędu, oraz przed całą sferą polityki (zaś jej nad materią).

    Tu jednak pada słowo "zmartwychwstanie" - a więc chodzi i o cały odkryty przez chrześcijaństwo system ludzkich wartości związany z nauką płynącą ze Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa i od samego Boga i Zbawiciela.

    Tak, że lepiej by tu było to ostatnie zdanie wzbogacić o ten "chrześcijański system wartości - w typowym dla niego hierarchicznym uporządkowaniu"
    - np. "Czyli powiązał słowo "sprawiedliwość" (z kluczową w niej miłością braterską), wraz całym "chrześcijańskim systemem wartości - w typowym dla niego hierarchicznym uporządkowaniu", z racją stanu państwa."


    To bardzo ważne w powiązaniu z tym, co wcześniej pisałem o obywatelach.



    " i to państwo przetrwało jako suweren dla kilku narodów (znacznie więcej niż dwóch) przez kilka wieków, ale to było tak dawno, że już mało kto pamięta :) "

    Póki jednak ktoś pamięta, to jest nadzieja na odzyskanie utraconego.
    Dużo tu pisałem w przywoływanej już swojej ostatniej notce.
    W kontynuacji tematu wkleję tu swój komentarz w temacie państwa, oraz władzy i opozycji z Niepoprawni.pl:

    ""Więszość sił politycznych, z wyjątkiem Ruchu Kukiza, opowiada się za umowami, ale nie ze względów merytorycznych, lecz ze względów politycznych."

    Wychwyciłeś bardzo dobry cytat, który wiele mówi o sytuacji. Jednak ja tu widzę zupełnie inny problem.

    Chodzi tu o znaczenie nadawane słowom "ze względów politycznych".
    Względami politycznym w rozmowach o zawieranych przez państwo umowach są właśnie argumenty gospodarcze, ekonomiczne, czy dotyczące handlu, ceł, rynków, podatków itd.
    Przecież to jest samo sedno polityki państwa. To tu państwo rządzi. Ponadto te właśnie argumenty są argumentami merytorycznymi.

    Czymże więc są te "względy polityczne"?
    Są tu dwie szkoły - komunistyczna, która twierdzi że "polityka jest walką o władzę dla niej samej", że "władzy raz zdobytej nie wolno oddać nigdy", że "osoby niepowołane nie mogą się wtrącać do polityki", albo "partia kieruje, a rząd rządzi"
    - oraz tradycyjna, która twierdzi że polityka to roztropna troska o dobro wspólne narodu, w tym o państwo, które jest najważniejszym z tych dóbr wspólnych narodu, jego własnością niezbywalną.

    Szkołę tradycyjną możemy tu zostawić w spokoju, bo ona niewątpliwie dyskusje prowadzi na poziomie mertorycznym
    Zostaje szkoła komunistyczna i do tego sprzeżona z nią szkoła szowinistyczno-faszystowska - bo antynarodowa.

    Takie rozumienie polityki już dawno powinno być penalizowane".


    ""Bezmyślność opozycji bowiem doprowadziła do osłabienia pozycji Polski w Unii Europejskiej"

    Doprawdy? Z powodu bezmyślności? To opozycja ma takie możliwości?

    Opozycja w dmokracji powinna tak samo wyrastać z narodu jak i obóz rządzący i powinna być również patriotyczna, a więc i dalekowzrocznie patrzeć na dobro państwa i narodu.
    Kiedy nie jest traci prawo bytu. Takie partie opozycyjne podlegają delegalizacji i nikt tu nie może powiedzieć, że to niedemokratyczne. Przeciwnie - to właśnie jest dbałość o demokratyczny ład życia politycznego.
    Demokracja opiera się o nadrzędną władzę narodu.

    Owszem, to co robi opozycja działa ku osłabieniu pozycji Polski, nawet w świecie, ale to powinna być chwila - jak się okazuje że jest taka tendencja, to takie byty polityczne się delegalizuje i więcej nie szkodzą.
    Inaczej mówiąc opozycja spróbowała szkodzić, ale to obóz rządzący jest winien tego, że szkodziła i jeszcze szkodzi bo nie zareagował, bo jej nie przywołał do porządku, a więc i to on w sumie spowodował że pozycja Polski osłabła."


    W szczególności ta opozycja według definicji Włodkowica nie powinna być w ogóle uznawana za prawdziwych obywateli, a więc dopuszczana do polityki.
  • @Andrzej Madej 08:51:58
    Dodam, że trudno tu, żeby delegalizacją takiej opozycji, jak i ostatecznym zdefiniowaniem, czym jest polityka, oraz związanego z tym zakresu kompetencji władz państwowych zajęły się same władze państwowe, a nawet opozycja (zwłaszcza ta „totalna”, faszystowsko-antynarodowa, a więc i antydemokratyczna, choć bałamutnie związana z jakimś oszukańczym, stalinowsko-korporacyjnym ruchem "obrońców demokracji").

    Tu po prostu musi się zorganizować i wystapić bezpośrednio sam Naród.
  • @miarka 16:48:02
    W odniesieniu do mojego:
    "Ja podkreślam znaczenia relacji międzypokoleniowych, głównie w domu, w rodzinie, ale nie tylko".
    Napisał Pan:
    "Lepiej niech to zostaje w domu i rodzinie - a z tym "nie tylko" to już bardzo bardzo ostrożnie."

    Pracę domu, rodziny nazywam "pracą solidarną". Ale różne są przypadki nieporadności rodziców czy ofiarności dobroczyńców. Tą "inną pracę" dla ułatwiania korzystania ze wspólnych zasobów rozwojowych nazywam "pracą organiczną". Sens aktywności seniorów, widzę właśnie w takiej pracy.
    Praca organiczna powinna być pomocnicza wobec pracy solidarnej.

    http://si.neon24.pl/post/134148,seniorzy-pionierami-nowoczesnosci


    Wrócę do spraw brydżowych, po rozpoznaniu praktycznych Krakowskich możliwości. Raz jeszcze dziękuję za: PRZEWIDUJ PROBLEMY PARTNERA.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930