Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
147 postów 1986 komentarzy

Społeczeństwo inwestorów

Andrzej Madej - Od urodzenia praktyk przedsiębiorczości.

Humanizacja ekonomii

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Przyjęcie dzielności pracy do kanonu cnót kardynalnych, to wskazanie formy miłości na ludzkiej drodze do zbawienia. Pomiędzy pięknem i dobrem cywilizacji łacińskiej.

Ideologia kapitału społecznego

Kiedy słabła już propaganda samoregulacji niewidzialnej ręki, państwa jako nocnego stróża i świętości prawa własności, pojawili się w Polsce promotorzy ideologii kapitału społecznego. Specjalnie mnie to nie zdziwiło, bo różne figury intelektualne widywałem już w krajowej ekonomii. A przecież czymś trzeba było zainteresować miejscowych, dla spokojnego koncentrowania zarządzania własnością gospodarczą przez międzynarodowe korporacje. Dla spokojnego realizowania procesu, który rozpoczął się sto lat wcześniej i doprowadził do polaryzacji gospodarki na firmy albo bardzo małe, albo bardzo duże.
 
Szczęśliwie, piewcy etycznej odpowiedzialności biznesu i tym podobnych wykwitów etatystyczno-konferencyjnego rozwoju nauki, spuszczają już nieco z tonu. Możliwe, że wiosną znikną wraz z Marzannami w odmętach mętnej wody. Zostaną złogi popsutego języka, mającego ułatwiać homogenizację społeczeństwa, kontrolowanym postępem.
 
Źródła tego językowego bałaganu są oczywiście poza, a właściwie ponad, naszymi ośrodkami politycznymi. Ustanawiającymi od góry do dołu konkretnie strategie dla Kraju, Województwa, Powiatu, Gminy. I tak, źródłem dla redukcjonizmu pojęciowego projektu Rządowej Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju Polski, są ustalenia Unii Europejskiej, o priorytetach finansowania zadań publicznych przez Europejski Fundusz Społeczny.
 
Proces psucia języka gospodarki, czyli inaczej proces emisji złogów politycznej poprawności przez ekonomistów, rozpoczął się jednak znaczenie wcześniej. Ja łączę go z odwróceniem znaczenia pojęć „praco – dawca” i „praco – biorca”.
 
 
Praca i Krzyż
 
Św. Jan Paweł II, Kraków, Nowa Huta, 9 czerwca 1979.
 
„ (…) My wszyscy bowiem wiemy, że w pracę człowieka jest głęboko wpisana tajemnica krzyża, jest wpisane prawo krzyża. Czyż nie na pracy ludzkiej spełniają się te słowa Stworzyciela, wypowiedziane po upadku człowieka: „W pocie czoła będziesz pożywał twój chleb”? (por. Rdz 3, 19). Czy to będzie ta stara praca na ziemi, która rodzi pszenicę, ale może też rodzić „ciernie i osty” – czy to będzie ta nowa praca przy wysokich piecach, w nowej hucie – zawsze dokonuje się ona „w pocie czoła”. Jest wpisane w pracę ludzką prawo krzyża. W pocie czoła pracował rolnik. I w pocie czoła – w straszliwym, śmiertelnym pocie – kona na krzyżu Chrystus.
 
Nie można oddzielić krzyża od ludzkiej pracy. Nie można oddzielić Chrystusa od ludzkiej pracy. To właśnie potwierdziło się tutaj w Nowej Hucie. I to był ten nowy początek ewangelizacji na początku nowego tysiąclecia chrześcijaństwa w Polsce. Ten nowy początek przeżywaliśmy razem. I ja zabrałem to z sobą z Krakowa do Rzymu jako relikwię.
 
Chrześcijaństwo i Kościół nie boi się świata pracy. Nie boi się ustroju pracy. Papież nie boi się ludzi pracy. Zawsze byli mu szczególnie bliscy. Wyszedł spośród nich: z kamieniołomu na Zakrzówku, z solvayowskiej kotłowni w Borku Fałęckim, a potem – z Nowej Huty. Poprzez wszystkie te środowiska, poprzez własne doświadczenie pracy – śmiem powiedzieć – ten Papież nauczył się na nowo Ewangelii. Dostrzegł, przekonał się, jak gruntownie jest w nią wpisana współczesna problematyka człowieka pracy, jak bardzo nie sposób rozwiązać do końca tej problematyki bez Ewangelii.
 
Współczesna bowiem problematyka ludzkiej pracy (czy zresztą tylko współczesna?) ostatecznie sprowadza się – niech mi to darują wszyscy specjaliści – nie do techniki i nawet nie do ekonomii, ale do jednej podstawowej kategorii: jest to kategoria godności pracy – czyli godności człowieka. I ekonomia, i technika, i tyle innych specjalizacji czy dyscyplin swoją rację bytu czerpią z tej jednej podstawowej kategorii. Jeśli nie czerpią jej stąd, jeśli kształtują się poza godnością ludzkiej pracy, poza godnością człowieka pracy, są błędne, a mogą być nawet szkodliwe, jeśli są przeciw człowiekowi.
 
Jak widać, ta podstawowa kategoria jest humanistyczna. Pozwolę sobie powiedzieć:ta podstawowa kategoria — godność pracy jako miara godności człowieka — jest chrześcijańska.
Odnajdujemy ją w Chrystusie niejako w najwyższym stopniu nasilenia.(…)”
 
http://www.10czerwca.pl/rok-1979/krakow-9-czerwca/
 
 
Święty Mikołaj na fali
 
Kilka dni temu pisałem, że Polską odpowiedzią na wyzwanie zmian demograficznych, powinno być wykorzystanie pracy dobroczynnej nestorów dla dobrostanu zdrowia juniorów. Że takie wsparcie jest konieczne by seniorom, czyli rodzicom, ułatwiać realizowanie odpowiedzialność za rozwój wiedzy przez całe życie, metodami samokształcenia w rodzinie. Pisałem o tym, wskazując na potrzebę rozwoju pokoleniowych rejestrów zdrowia tak dla juniorów, jak i dla nestorów. Potrzebę wprowadzania przez państwo konkretnych instytucji infrastruktury usług medycznych, będących równocześnie instytucjami infrastruktury społecznej gospodarki rynkowej. Służących samodzielności, samorządności i solidarności.
 
Wczoraj, po kilku miesiącach rozważań co i jak, w dniu Świętego Mikołaja zawiązaliśmy w Krakowie Porozumienie o opracowaniu takich instrumentów.
 
Podejmując te kroki jesteśmy świadomi kolizji, pomiędzy naszymi oczekiwaniami humanizacji systemu ochrony zdrowia, a finansowymi konsekwencjami zapisów Rządowej Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju Polski. Te zapisy służą kapitalizacji systemu ochrony zdrowia, maskując jego odczłowieczający charakter, państwową formą własności samych instytucji medycznych (szpitali, platform informacyjnych, systemu ubezpieczeń zdrowotnych). Lekceważąc przy okazji, polityczne deklaracje wzmacnia rezultatów programu Rodzina 500 +, o czym pisałem we wrześniu.
 
Postuluję, ale nie oczekuję zmian w tej Strategii. Pierwszą z kilku linii oporu będą grona ekspertów pracujących dla rządu, o czym pisałem w tekście Model systemu ochrony zdrowia.
 
Na systematyzowanie kolejnych linii oporu, szkoda mi czasu.
Wolę szukać odważanych, do wypływania na głębię. A raczej do serfowania na fali nowoczesności.
 
 
Orzeł przyszłości
 
Przełomem pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, w drodze do zjednoczenia dwóch płuc Europy, było policzenie się miliona członków papieskich dywizji na Krakowskich  Błoniach 10 czerwca 1979 roku. Byłem członkiem studenckiej Służby Papieskiej, pamiętam że szacunki organizatorów były trzy razy mniejsze. Przyszło nas wielu na spotkanie z Dusz Pasterzem, bo był on też Polskim Interreksem. Głosem sprawiedliwości narodu w czasach politycznego zniewolenia.
 
To policzenie rozbudziło wiarę, nadzieję i miłość. Wrysowało je w kolorze biało – czerwonym do znaku Solidarności. Czuliśmy bliskość Słowaków, Czechów, Niemców, Węgrów, Ukrańców. Wymieniam w kolejności moich całkiem przypadkowych  braterskich zapoznań w poczuciu jedności.
 
Pomagały parasole rozpięte w Watykanie, w Waszyngtonie i tradycja Rzeczpospolitej. 
 
Dziś poza pamiętnym trzy razy "S", trzeba pracodzielności i Orła sieci. 
Ale gorzej, już było :) 

KOMENTARZE

  • Autor
    Warto się zatrzymać nad samym umiejscowieniem dzielności w systemie ludzkich wartości, bo ona rzeczywiście należy do wartości cywilizacyjnych, przenika całą sferę ludzich wartości – od Boga, przez Polskę, po prawdę. Do niedawna to było standardem wpajanym już dzieciom, nawet za komuny:

    „Prawo Zucha
    1. Zuch kocha Boga i Polskę.
    2. Zuch jest dzielny.
    3. Zuch mówi prawdę.
    4. Zuch pamięta o swoich obowiązkach.
    5. Wszystkim jest z zuchem dobrze.
    6. Zuch stara się być coraz lepszy”

    Grecy utożsamiali dzielność z samą cnotą i nazywali areté.
    Grecka areté rozwinęła się w rzymską virtus, a następnie w chrześcijańską cnotę.
    Osoby wyposażone w areté określane były jako agathon (dobre), kalon (szlachetne, piękne). Ideałem życia i wychowania była kalokagatia (καλὸς κἀγαθός, kalos kagathos) - czyli połączenie piękna i dobra.

    Ciekawie tu piszą:
    http://www.panstwo.net/1845-czym-jest-dzielnosc
    „Etymologicznie „dzielność” związana jest z „dziełem” – dzielnym jest ten, kto dobrze spełnia przynależną sobie funkcję, zdolny jest do dokonania dzieła, (w) którym wyraża się wartość i dobroć tego, kto spełnia właściwe sobie działanie. „Dzielność” w tym sensie odnosi się do każdej rzeczy, która dobrze spełnia swą funkcję; dzielnym jest więc nie tylko np. szewc, który, dobrze wykonując swój zawód, robi dobre buty, lecz także same buty – „dzielne”, bo funkcjonalne, dzieło pracy szewca. Dzielnym może być koń, język, charakter, dzielną ręka, pomoc, w szczególności zaś umysł czy intelekt, którego działaniu przypisać można wszystkie przymioty dobrego siebie spełniania. Dlatego też słowo to, choć brzmi dziś już może nieco archaicznie, stanowi polski ekwiwalent dla greckiej „arete”, tłumaczonej również jako „cnota”, „doskonałość”.

    Mówimy zatem o „dzielności intelektualnej” i „dzielności etycznej” człowieka. Pierwsza pozwala mu poznawać prawdę, druga – dokonywać dobre działania na względzie mające dobre dzieła. Pierwszą zdobywa, przez naukę, drugą – poprzez przyzwyczajenie, poprzez stawanie się dzielnym przez dokonywanie działań dzielność urzeczywistniających”.


    O ile cnota w ogóle jest „zdolnością do sprawnego działania”, to dzielność jest tu właśnie tą gwarancją sprawności – i to nie tylko odnośnie przełamywania przeszkód zewnętrznych, bo tu już swoją robotę robią cnoty męstwa i odwagi, co przeszkód wewnętrznych.

    To co ma być zrobione, powinno być zrobione we właściwym sobie czasie i miejscu i jeszcze do tego moralnymi środkami (bo cel nie uświęca środków).

    W szczególności dzielność nie pozwala na odkładanie spraw, które już mogą być zrobione na później bez wyraźnej konieczności: „Kto zaś umie dobrze czynić, a nie czyni, grzeszy” (Jk 4,17).

    Warto więc tu zauważyć, że głównym przeciwieństem dla cnoty dzielności jest w ogóle grzech lenistwa.
    Dzielność więc to działanie z przekonaniem, że efekt będzie dobry -
    przecież na tym polega cała odpowiedzialność, a więc i wolność.

    Jakaż więc tu kolosalna różnica z myśleniem korporacjonistyczno-syjonistyczno-globalistycznym ("należy mi się zysk, a reszta mnie nie obchodzi") - opartym o prawnictwo, "narrację rzeczywistości przez prawo" i strach przed karą według kryteriów waadzy, czyli prawie zawsze przed gwałtem, wymuszeniem i dowolnym skrzywdzeniem i to bezkarnym, typowym dla relacji pan-niewolnik.
  • @miarka 20:35:27
    Bardzo dziękuję za poszerzenie. Może mi się uda wykorzystać Pana systematyki dla rozważań seminaryjnych, konferencyjnych, które przewiduję w Laboratorium Świętego Mikołaja.

    Póki co, sycę się wątpliwościami mojego trzyletniego wnuka, który zatrzymuje czasami swoje aspiracje do samo - dzielności, że "to-to" "Ta-ta" :)

    Ale podobnie jak Pan szukam powiązań w Greckich formułach Kalos Kagathos i bezpośredniej demokracji. Agory.
    Przy całym szacunku dla Ziemi Świętej i Watykanu, te Greckie korzenie chyba są dziś Polakom bliższe. Może to sprawa widocznego "renesansu kultury fizycznej", może podświadomej "ucieczki od Brukseli". Tu Włochy nie są jednoznaczne ...

    Warto by o historię praco-dzielności Grecy poznali z ludzkich (ora et labora) dziejów narodów północy Europy.
  • Autor
    „Kiedy słabła już propaganda samoregulacji niewidzialnej ręki, państwa jako nocnego stróża i świętości prawa własności, pojawili się w Polsce promotorzy ideologii kapitału społecznego”.

    Ta propaganda słabła, bo już korporacje prywatne wzmocniły się na tyle aby zmieniać cały system polityczny – z demokracji faszyzm szowinistyczno ideologiczny, system gospodarczy z kapitalizmu na korporacjonizm, a z wolnego rynku przejść do ryku regulowanego pod dyktado tychże korporacji.

    Nadto to „święte prawo własności” dzięki zawłaszczeniu rynku medialnego narodu (a to jego własność niezbywalna - część przestrzeni państwa) przez korporacje prywatne, przez intensywną obróbkę manipulatorską społeczeństwa zostało podstępnie przedefiniowane tak, że objęło już wszelkie formy posiadania.

    Nawet po „własność intelektualną”. W rezultacie to Niemiec z Berlina, adwokat jest teraz właścicielem piosenki ”Czerwone maki na Monte Cassino”), a firmy typu Monsanto zamiast być w ogóle zakazane pod groźbą wielkich kar, to jeszcze dostają pieniądze za mieszanie całej naturze, a przy tym i ludziom w genach, narażanie ich na najgorsze choroby.

    Różnica jest niebagatelna. Posiadania jako takiego państwo i naród nikomu chronić nie muszą. Jak ktoś da sobie coś ukraść to jest stratny. Państwo jak go złapie to odda ofierze tylko to, co zostało. Własność już tak. Jak nie ochroniło, to już musi ją odtworzyć lub dać równorzędną. Sprawy posiadania mogą być przedawniane, własności nie.

    To przedefiniowanie „świętego prawa własności” to główne źródło przekrętu korporacji prywatnych


    "Szczęśliwie, piewcy etycznej odpowiedzialności biznesu i tym podobnych wykwitów etatystyczno-konferencyjnego rozwoju nauki, spuszczają już nieco z tonu”.

    Co do tych „wykwitów etatystyczno-konferencyjnego rozwoju nauki” to jasne – nauka tego nie potrzebuje. Ma się rozwijać naturalnie, a na uzasadnione potrzeby badawcze budżet ma dawać pieniądze i nie potrzeba tu żadnych sztucznych organizmów, bo za nimi zaraz idą regulacje, a te już niszczą wolność niezbędną badaczom i ciepły posadki dla zbednej administracji.


    Nie bardzo natomiast rozumiem tych „piewców etycznej odpowiedzialności biznesu”.
    Przecież biznes jest częścią polityki. Polityka zaś musi służyć sprawiedliwości i ludzkim wartościom wyższego od sprawiedliwości rzędu, a w konsekwencji człowiekowi jako takiemu, obywatelowi państwa, członkowi narodu.

    W swojej notce piszę:
    „Nie piszą tu o „narażaniu się na konsekwencje karne związane z nieprzestrzeganiem prawodawstwa”, tylko o „odpowiedzialności karnej”. Tymczasem cnota odpowiedzialności to jedna z najważniejszych cnót składających się na sprawiedliwość. Bycie odpowiedzialnym, to już niemal tyle, co bycie sprawiedliwym.”

    Biznes więc musi ponosić „konsekwencje karne związane z nieprzestrzeganiem prawodawstwa” (nie„odpowiedzialność karną”) . Biznes ma obowiązki do spełnienia względem państwa i narodu.

    Natomiast etyka (termin prawniczy), czy dokładniej moralność to jest relacja określająca zasady postępowania na styku polityki ponującej nad światem biznesu i sprawiedliwości, w tym zwłaszcza wspólnoty narodowej i ustroju dla państwa, który ona ustaliła, a do której ma się dostosować świat polityki (w tym biznesu).


    „...Możliwe, że wiosną znikną wraz z Marzannami w odmętach mętnej wody. Zostaną złogi popsutego języka, mającego ułatwiać homogenizację społeczeństwa, kontrolowanym postępem”.

    Z tym popsutym językiem... Już trudno sobie wyobrazić, jak go doprowadzić do porządku, bo przecież wciąż jest psuty.
    To ten problem o którym pisałem w komentarzu do poprzedniej notki w analogii do ślizgacza na falach".
    http://miarka.neon24pl.neon24.pl/post/135485,swiat-musi-byc-dla-ludzi#comment_1349763

    Nie ma innego wyjścia – dobro trzeba kochać, ale zło trzeba nienawidzić. – W dzisiejszych czasach, kiedy już się rozbisurmaniło bezkarnością to już nie starczy tylko nienawidzić (w normalnych układach starcza odcięcie się, by nie pozwalać aby nam szkodziło), ale i by mieć duchowy napęd do budowania mu technicznych zapór, a nawet karcenia go – i to dobitnie odstraszającego.
  • @miarka 22:10:11
    Dialog z Panią/Panem, to dla mnie jak rozmowa z księdzem. Wzbogacająca i zobowiązująca ale i czasami ponad możliwości. Tym razem wdałem się w rozważania w Salonie24, stąd moje ograniczenia.

    Chyba faktycznie własność i jej uzurpacje są praźródłem nieporozumień.
    Krzyż był i z Chrystusa i dla Chrystusa. Z Jego uznania tego trudu dla tej godności. Chrystus był właścicielem Krzyża jako wolny człowiek.

    Przywołam nasze Polskie Norwidowskie korzenie

    "Własność nie jest posiadaniem
    (Często niewłaściwie),
    Lecz społecznem używaniem
    Tego, co w nas żywie."

    Więc zgadzam się z Panią/Panem "Miarka":
    Własności są rodzinne lub narodowe.
    Jednostki i korporacje tylko posiadają.
  • @Andrzej Madej 22:59:33
    Przed chwilą zajrzałem do wcześniejszego pańskiego wpisu (powyżej linkowanego http://si.neon24.pl/post/128948,praca-jest-ludzka ) i widzę w temacie słowa do których akurat tutaj pasuje się odnieść:

    „... [zabieg propagandzistów] tyle fałszywy co skuteczny] w moralnym przekonaniu, że tylko własność może ochronić wolność.
    Że albo własność, albo śmierć”.

    Bo to i prawda (poza tym, że nie przekonaniu moralnym, a logicznym).

    Własność i wolność to w gruncie rzeczy zwykle synonimy.

    Własność to i odpowiedzialność, a odpowiedzialność jest nieodłącznie związana z wolnością.
    Odnosi się do bycia u siebie – w swoim domu jestem u siebie, w swoim kraju jestem u siebie.

    Bez własności nie możemy też obronić swojej tożsamości, jej drugiego skrzydła odnoszącego się do bycia sobą (razem sobą i u siebie, czyli dopiero w zdolności do samostanowienia).

    Oczywiście i tak był w tym wielki fałsz – ci propagandziści byli, żeby go przykrywać. Przykrywać, że kapitalizm obraca posiadaniem, a nie własnością.
    Robić grunt pod wielkie przekręty wobec państw i narodów.

    A Norwida:
    "Własność nie jest posiadaniem
    (Często niewłaściwie),
    Lecz społecznem używaniem
    Tego, co w nas żywie."

    i pańskie:
    "Własności są rodzinne lub narodowe.
    Jednostki i korporacje tylko posiadają".

    to samo sedno.
  • Autor
    Jeszcze parę uwag:

    „Zostaną złogi popsutego języka, mającego ułatwiać homogenizację społeczeństwa, kontrolowanym postępem”.

    To wielkie złudzenie, że komukolwiek da się "kontrolować postęp".
    Postęp to jest wtedy gdy wchodzimy w sfery, gdzie jeszcze nie byliśmy, a zarazem jest to dla nas dobre.

    Również w postępie nie wiemy co dobre, czy to w ogóle postęp, jeśli nie skosztujemy owoców tego nowego.
    "Człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi."

    To znaczy tyle, że to co nadchodzi ma być w dobrym duchu, bo wtedy owoce tego będą dobre.
    Kontrolować to można tylko sfery wartości niższego rzędu od poziomu duchowego na którym sami jesteśmy, bo prawdziwy postęp, to postęp w duchu.

    Przykładowo jak biznes zdominuje politykę, to już może ją kontrolować, ale nie da rady kontrolować sprawiedliwości..., nie da rady natury..., nie da rady moralności...
    Nie da sie kontrolować życia, bo samemu trzeba by być ponad życiem, a więc i ponad czasem.

    „Źródła tego językowego bałaganu są oczywiście poza, a właściwie ponad, naszymi ośrodkami politycznymi.”
    To nie tylko bałagan. Jest w tym szalaństwie i metoda. Już dawno pisałem o potrzebie opracowania naszej wikipedii.

    Chodzi o to, że w każdej definicji słów zawarta jest duchowość definiującego (czy tego, co mu płaci), a więc i cele, które przy pomocy znaczenia logicznego danego słowa będzie próbował realizować.
    Jeśli w nich jest kłamstwo, to i duch zły, ojciec kłamstwa, a więc i cele danej nieuczciwej definicji będą ideologiczne, nigdy ideowe, będą antyludzkie, nie zaś służebne człowiekowi.


    Pracy się nie daje, ani jej nie bierze. Praca jest łaską.
    Jej się udziela, a osoba, której się jej udziela musi ją przyjąć na warunkach udzielającego i z nim współpracować.

    Problem tylko, że udzielający robi to bezinteresownie, a dla dobra osoby, której łaski udziela. Nic jej nie daje na własność, czyli do całkiem wolnej decyzji, a i tak ją doprowadzi do sukcesu.


    „jesteśmy świadomi kolizji, pomiędzy naszymi oczekiwaniami humanizacji systemu ochrony zdrowia, a finansowymi konsekwencjami zapisów Rządowej Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju Polski. Te zapisy służą kapitalizacji systemu ochrony zdrowia, maskując jego odczłowieczający charakter, państwową formą własności samych instytucji medycznych (szpitali, platform informacyjnych, systemu ubezpieczeń zdrowotnych)”.

    Najpierw to trzeba zhumanizować państwo, oczyścić go z patologii administracji jaką jest biurokracja. Ona jest bezduszna i sama zamiast służyć, chce wyrastać na władzę nadrzędną, a i to trwałą i dziedziczną (choćby jako „resortowe dzieci”).

    Oczyścić go z partii politycznych za którymi idzie korupcja i zdrada państwa i narodu. Oczyścić go z wszelkich pasożytów zaczynając od ujawniających się jako wrogowie wewnętrzni tealizujący ideologie destrukcyjne, zniewalające i samozatraceńcze.

    Państwowa forma własności np. szpitali jest bardzo dobra- oczywiście, że wtedy, kiedy pieczę nad nimi nie będą sprawowali biurokraci, a rzeczywiści – moralni i fachowi przedstawiciele narodu – nie uzależnieni finansowo od biurokratów na wyższych szczeblach. Owszem, wynagrodzenia tak, ale od efektów dla ludzi – jak w każdej pracy społecznie użytecznej.


    Najgorszą i tutaj jednak patologią jest „prawnictwo” – maska, za którą dzieją się już wszelkie przekręty i korupcje.
    I nie wina tu prawodawstwa jako takiego, tylko tego, że jest oderwane od sprawiedliwości, prawości i moralności, że to prawodawstwo jest przez elementy dyktatorskie, uzurpatorskie, odgórne, a faktycznie nieodpowiedzialne systemu.

    „Mam prawo” a będę go egzekwował bez względu na wszystko”. Działam zgodnie z prawem, tu choćby dla danej sytuacji było idiotyczne, czy niemoralne, jestem kryty. Wykorzystam „lukę w prawie”, żeby kraść, wymuszać, czy korumpować, to jest to zgodne z prawem i jestem bezkarny.

    Żeby „mieć prawo” dzisiejsza patokracja zgodnie z prawe obstawia się prawnikami już od pierwszych chwil pomysłu na jakąkolwiek inwestycję.
    A tam, gdzie jest biurokracja, stać ją i na dobrze opłacane „prawnictwo”.


    „Ale gorzej, już było :)”
    Nie ustawajmy w nadziei.
    I pamiętajmy, że "(Syr 2, 12) Biada sercom tchórzliwym, rękom opuszczonym i grzesznikowi chodzącemu dwiema ścieżkami. 13 Biada sercu zniechęconemu: ponieważ nie ma ufności".
  • @miarka 20:35:27
    Wiele wątków, szukam powiązań z moją Krakowską praktyką ...
    Z technologicznymi możliwościami rejestrowania zdarzeń w cyfrowych bibliotekach pamięci, budując w ten sposób nowy zasób rodzinnej własności.

    Powrócę do pierwszego wpisu. Systematyzując łacińskie źródła pojęcia dzielności, skupia się Pan na działaniu (dobrym) przeciwstawiając je lenistwu.

    Czy gdybyśmy potrafili rozpisać nasze życiowe doświadczenia, wokół tego napięcia naszych zaniedbań, naszej grzeszności, to czy nie byłoby to najbardziej przekonywujące świadectwo w rozmowach ze swoimi zuchami ?

    Przecież wplatanie tej rodzinnej historii w historię powszechną byłoby znacznie skuteczną formą wychowania obywatelskiego, od tego co potrafią zaoferować "polityki historyczne" czy "polityki edukacyjne".
  • @miarka 02:50:20
    Państwo to zjednoczenie rządzących i rządzonych przy czynnej roli administracji (za Feliksem Konecznym).

    We współczesnych państwach otwartych granic, gdzie powinności wobec publicznych zobowiązań muszą być egzekwowane przez administracje międzynarodowe, trzeba uznać istnienie dwóch rodzajów administracji.
    A zatem trzeba uznać i dwa poziomy prawodawstwa. Im zróżnicowanie pomiędzy tymi poziomami będzie większe tym różnorodność a zatem i dynamika całej wspólnoty bezpieczeństwa będzie większa. Ale klasycznej, hierarchicznej administracji to nie będzie się podobało, bo wprowadza ryzyka podejmowania decyzji. Dlatego robi nie tylko wspólną walutę (to jeszcze rozumiem, obniża koszty transakcyjne), ale i wspólne polityki społeczne.

    Ciekawe czy wśród prawników są różne poglądy o stopniu unifikacji prawa krajowego do unijnego. Czy też wszyscy są za urawniłowką ...
  • @Andrzej Madej 09:18:36
    "Państwo to zjednoczenie rządzących i rządzonych przy czynnej roli administracji (za Feliksem Konecznym).

    We współczesnych państwach otwartych granic, gdzie powinności wobec publicznych zobowiązań muszą być egzekwowane przez administracje międzynarodowe, trzeba uznać istnienie dwóch rodzajów administracji.
    A zatem trzeba uznać i dwa poziomy prawodawstwa. Im zróżnicowanie pomiędzy tymi poziomami będzie większe tym różnorodność a zatem i dynamika całej wspólnoty bezpieczeństwa będzie większa".

    Ja to rozumiem zupełnie inaczej.
    Administracja to zupełnie wewnętrzna sprawa państwa. Służy najpierw narodowi, dalej jego strukturom politycznym zarządzanym przez jego przedstawicieli uprawnionych do sprawowania rządów, a w końcu całemu społeczeństwu obywateli państwa – temu ogółowi rządzonych.
    W tej chwili widać tendencję korporacjonistów-syjonistów-globalistów, aby pozbawić narody ich władzy zwierzchniej w państwie.

    Na Zachodzie już się utożsamia naród z ogółem obywateli.
    W miejsce tych zdetronizowanych narodów wchodzą właśnie te nieszczęsne organizacje międzynarodowe – zupełna fikcja, skoro już narody nie rządzą. Te organizacje międzynarodowe to już siedlisko wszelkich organizmów uzurpatorskich co do zakresu ich władzy, wszelkich ideologii.

    One mają wielką „zdolność koalicyjną”, ale w złu, grabieży i mordzie!!!

    Psu na buty z takiej jedności, skoro od razu następuje przejście do pasożytowania, walki o dominację i budowę struktur pionowych typu: „jak ja cię skrzywdzę, to ty nie szukasz sprawiedliwości, tylko odbijasz sobie krzywdę krzywdząc kogoś innego, nigdy tego co wyżej, z konsekwencjami karnymi względem tego co równo (przy czym ta równość jest ustalana uznaniowo przez tych co wyżej, a więc i ideologicznie), a zupełnie bezkarnie wobec tych co niżej.

    Natomiast zupełnie nie ma budowy jedności tej koalicji złych z dobrymi i moralnymi, chcącymi przeżyć, żyć w zdrowiu i bezpieczeństwie, w pokoju i sięgać po cele ludzkie. Oczywiście w propagandzie jest, ale to fikcja –żli i wynaturzeni są tu faktycznie uprzywilejowanymi przez prawodawstwo i waadze, które go ustaliły.

    Dobrzy i moralni tu pierwsi padają ofiarą pasożytowania na nich ze strony koalicji złych. Puszczona zostaje w ruch maszyneria destrukcjii świata w ogóle, bo jak zabraknie tych dobrych, a więc i bezintersownych, zdolnych nawet do ofiarności, to ci źli już się będą pożerać między sobą – zaczynając od najsłabszych.

    Najdłużej mogą przetrwać ci najgorsi, opanowani przez ideologię satanizmu, liczący że diabeł da im żyć i to tak jak zechcą, w pełnej a bezkarnej swawoli – w końcu tym najbardziej kusi.

    Pytanie tylko, czy można nazwać ich ludźmi, skoro chcą trwać w wynaturzeniu, kiedy nie podejmują życia według zasad ludzkiej duchowości, a ku wzrostowi w niej, tylko staczają się ku zezwierzęceniu i materializmowi.

    - Człowieczeństwo faktyczne bowiem zaczyna się od rzeczywistego uznania natury swojej i Bożej, oraz świata, zwłaszcza w jego zasadach funkcjonowania materialnych i duchowych ustalonych przez Boga już chwili jego stworzenia (nazywanych przez sukcesywnie poznających je ludzi Prawami), kiedy to wszystko jeszcze było dobre („dobre bo naturalne”).


    Tak więc jedność to mogą budować tylko ludzie jednakowo rozumiejący dobro i na nim chcących budować swoje cele. To zaś oznacza i wspólny system wartości, tak materialnych i politycznych, jak ludzkich, wspólnotowych i duchowych.

    Jednocześnie one są we wzajemnych relacjach – tam, gdzie zachodzą między nimi konflikty z powodu ograniczonych możliwości wyboru, albo najpierw realizujemy wartości wyższego rzędu, a później niższego, albo wogóle kochamy tylko dobro związane z wartością wyższego rzędu, a to niższego rzędu traktujemy jak z ło, i go nienawidzimy, czyli w praktyce poświęcamy dla ochrony racji wyższego rzędu (zwykle nazywa się to „nadstawianiem drugiego policzka”).

    Bez tego zawsze pojawią się sprzeczności wewnętrzne i skłócenia z koniecznościami dyskryminacji i marginalizacji tych złych, bo inaczej „Nie ostoi się dom skłócony”.


    Istotne jest, że te wartości polityczne zawsze są niższymi od tych ludzkich, wspólnotowych i duchowych.

    To właśnie dlatego to budowanie podwójnej administracji nie ma sensu tam, gdie nie ma jednolitego systemu wartości – to jest tylko ideologia satanizmu, która zawsze stoi za zamianą kolejności wartości w ich naturalnym systemie.

    I Oświecenie z jego wyniesieniem człowieka nad Boga i protestantyzm, który za sprawą jego filozofa Kanta wynieśli prawodawstwo państwowe ponad wartości ludzkie, w tym moralne (a wspierają to i inne cywilizacje, zwłaszcza turańska) na samej górze wartości ustalają to, co postanowi władza (jaka by nie była).

    W tej sytuacji to „zróżnicowanie poziomów prawodawstwa” oznacza i zróżnicowanie etyczne, zacieranie granic dobra i zła, oraz jakiś zgrzyt sadomasochistyczny z jednoczesną chęcią życia i śmierci; dawania i posiadania tego dalej, zjedzenia ciastka i dalej posiadania tego ciastka. Sprzeczności które się tu rodzą, jak w każdej ideologii już muszą wszysko rozsadzić.


    Nie można w tych warunkach budować podwójnej administracji. Musi być jedna – według jednego systemu ludzkich wartości i to z najwyższej możliwej półki, żeby otwarte zawsze były drogi do ludzkiego rozwoju w człowieczeństwie, choć jej struktura może być podzielona a nawet hierarchiczna jeśli chodzi o zakres kompetencji spraw.

    Nie może być żadnych publicznych zobowiązań administracji państwowej tam, gdzie administracja nie ma na to konkretnego mandatu od narodu. Tu uzurpacji władz rozszerzających ich kompetencje, aniżadnych sztuczek interpretatorsko-„prawniczych” być nie może – w takich przypadkach jest to przestępcze, a zobowiązania dla narodu nieważne (mają wtedy wymiar typu porozumienie między uzurpatorem władzy a jego agentem /namiestnikiem). W szczególności nigdy nie mogą to być zobowiązania sprzeczne z wartościami narodowymi.
    Naród musi być władzą nadrzędną.

    Dopiero wtedy powinności wobec publicznych zobowiązań mogą być egzekwowane przez administracje międzynarodowe, kiedy i systemy wartości ustalających taką administrację stro, jak i samej tej organizacji są w pełni zgodne, nadto obwarowne to musi być dalekoidącą kontolą lojalności tej administracji, zabezpieczeniami przeciw korupcyjnymi i przeciwbiurokratycznymi, czyli w sumie „antyprawniczymi”.

    We współczesnych państwach otwartych granic trzeba uznać istnienie różnych administracji wszędzie tam, gdzie są inne systemy wartości, ale na danym terenie obowiązywać może system wartości tylko jeden – i to podkreślam – z najwyższej półki duchowej ducha ludzkiego, ducha dobrego i moralnego.
    System wartości to i system służebności – a służebność to nie zniewolenie. – Służebność jest zawsze świadoma i dobrowolna, oraz dalekowzrocznie zorientowana na dobro i życie.
  • @miarka 14:46:50
    "We współczesnych państwach otwartych granic trzeba uznać istnienie różnych administracji wszędzie tam, gdzie są inne systemy wartości, ale na danym terenie obowiązywać może system wartości tylko jeden – i to podkreślam – z najwyższej półki duchowej ducha ludzkiego, ducha dobrego i moralnego. "

    Obserwowałem globalne przepływy informacji i zasobów na rynku finansowym, teraz spodziewam się podobnych procesów na rynku telemedycznym. Ten pierwszy długi czas nie posiadał zamkniętego systemu nadzoru, dzięki czemu bogacze operujący na różnych rynkach robili sobie jaja z egzekucji podatkowych. I tak to trwało ze 100 lat, ale właśnie się kończy. I bardzo dobrze.

    Podobnie może być z przepływami usług telemedycznych. Bo przecież rządy nie wprowadzą rejonizacji tych usług. To znaczy zapanują tylko nad świadczeniami minimalnymi dla osób, które nie będzie stać na jakąś formę płatności. Tu są inne gangsterstwa jak z podatkami ale są i będą.
    W konsekwencji też trzeba będzie wprowadzić jakiś zamknięty system nadzoru czyli ponad krajową administrację.

    Nie mam tego rozrysowanego, ale na pewno będzie to bardziej skomplikowane jak w naszej Rzeczpospolitej Wielu Narodów - w której obywatelstwo oparte było na oczekiwanych przez Pana fundamentach cywilizacyjnych. Myślę, że taka jednia z najwyższej półki, byłaby możliwa maksymalnie tylko w Europie (dwóch płuc).
  • @Andrzej Madej 19:01:40
    "Obserwowałem globalne przepływy informacji i zasobów na rynku finansowym, teraz spodziewam się podobnych procesów na rynku telemedycznym. Ten pierwszy długi czas nie posiadał zamkniętego systemu nadzoru, dzięki czemu bogacze operujący na różnych rynkach robili sobie jaja z egzekucji podatkowych. I tak to trwało ze 100 lat, ale właśnie się kończy. I bardzo dobrze".

    W swojej, linkowanej powyżej, ostatniej notce dochodzę do tego, że to tylko pozór, a więc i do odmiennych wniosków. Prawdziwi bogacze, ci korporacjonistyczno-syjonistyczno-globalistyczni już całkiem staną onad prawem, w tym podatkowym i będą wszystko robili w białych rękawiczkach, przez "prawników" załatwiając sobie że podatki im się nie będą naliczały.


    "To znaczy zapanują tylko nad świadczeniami minimalnymi dla osób, które nie będzie stać na jakąś formę płatności. Tu są inne gangsterstwa jak z podatkami ale są i będą.
    W konsekwencji też trzeba będzie wprowadzić jakiś zamknięty system nadzoru czyli ponad krajową administrację".

    Taaak? To kto będzie władzą zwierzchnią dla tej administracji? Co będzie tutaj dobrem wspólnym? Kto będzie jego właścicielem?
    Nie mówię nie, tylko nie na jakąś cudowną administrację tu trzeba patrzeć, a najpierw na moralność, a więc i na właściwe usadowinie i właściwe podporządkowanie tej administracji.


    "Nie mam tego rozrysowanego, ale na pewno będzie to bardziej skomplikowane jak w naszej Rzeczpospolitej Wielu Narodów - w której obywatelstwo oparte było na oczekiwanych przez Pana fundamentach cywilizacyjnych."

    W naszej Rzeczpospolitej Wielu Narodów - obywatelstwo oparte było na fundamentach cywilizacyjnych Narodu Polskiego. W całej sferze życia publicznego bezdyskusyjny priorytet miała kultura polska i cywilizacja łacińska.
    Dopiero to, a więc uznanie systemu wartości narodu polskiego, zwłaszcza jego rozumienia dobra (a więc i bycia tzw. dobrym człowiekiem) pododowało tą zgodną jednię.

    Warto tu podkreślić że to jest warunek minimum dla tolerancji ludzi odmiennych kulturowo, czy cywilizacyjnie.

    Właśnie to pozwalało na niespotykaną gdzie indziej tolerancję cywilizacyjną i religijną.
    I nawet nie trzeba tu było jakiegoś specjalnego prawodawstwa. Tam, gdzie jest sprawiedliwość i moralność, oraz wewnętrzna zgodność cały system władzy jest samopodtrzymującym się i pokojowym.

    Choć były i wielkopańskie wypaczenia dziś przesadnie rozdmuchiwane, to Rzeczpospospolita Wielu Narodów była państwem dużym, ale nie była imperium - nikogo nie zniewalała, powiekszała się w oparciu o ludzki system wartości.
    - Ogólnie poziom życia obywateli był dużo wyższy jak w innych państwach Europy, co Rzeczpospolitej przysparzało wrogów w tamtejszych bogaczach - już od czasów powstania Chmielnickiego i potopu szwedzkiego trwała zachodnia, głównie angielska agresja w zamiarze likwidacji i rozbiorów Rzeczpospolitej.
    Rzeczpospolita powiększała się przez rozrost, a nie podbój; inne narody same chciały do niej należeć, czy trwać z nią w związku.
  • @miarka 21:06:16
    Podatki
    Uważam, że nie można zamknąć problemu rajów i kantów podatkowych, że tak było. Cyfryzacja danych tworzy całkiem nowe możliwości na dobre i na złe.
    Nie wiem jak rozwiązać sprawę politycznego nadzoru narodowych państw nad administracją kontrolującą egzekucje podatkowe jej obywateli (władzą zwierzchnią), ale jakoś trzeba.
    Póki co USA narzuca swoje oczekiwania poprzez system bankowy. Ale to prowizorka.

    Korporacje
    Skoro powstają platformy usług ponad granicznych (FB), ważna jest nie tylko regulacja miejsca uzyskania usługi ale i regulacja miejsca jej powstawania (standardu produktu) i dostarczania. Czyli siedziby centrali tej instytucji - korporacji.
    I znów póki co, taką kontrolą zajmuje się administracja USA, ale to też tylko prowizorka.
  • @Andrzej Madej 22:07:32
    "Uważam, że nie można zamknąć problemu rajów i kantów podatkowych, że tak było. Cyfryzacja danych tworzy całkiem nowe możliwości na dobre i na złe".

    W linkowanej powyżej swojej ostatniej notce piszę o tym. Problemem nie są podatki już naliczone, czy łatwe do obliczenia.
    Podatki uciekają za sprawą wielkich korporacji prywatnych, które stać na skutecznych, bo ustosunkowanych "prawników", co im z góry załatwiają, żeby ich nie płaciły, a więc nie ponosiły ryzyka tylko miały "prawo do zysku".

    Cyfryzacja, czy inne automatyzacje nic tu nie zmienią, żadne prawnictwo nic tu nie zmieni. Zmiana może przyjść tylko wraz z moralnością.

    Cały biznes musi służyć najpierw moralności, najpierw dobru wspólnemu narodu, najpierw celom społecznym, życiowym i dalekowzrocznym; najpierw użyteczności społecznej prowadzonej działalności, a dopiero wtedy można mówić o korzyściach ekonomicznych.

    Sama zasada korporacyjna: "najpierw zysk" to się raczej kojarzy z zabawą "w głupiego Jasia", czy jakieś "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz", a nawet z "prawem silniejszego", "prawem możnego", "prawem pysznego" i "prawem dżungli".

    Podstawą wszelkich umów (a więc i wszelkiego prawodawstwa) jest najpierw spełnienie wynikającego z nich obowiązku, czyli zaspokojenie celu społecznego drugiej strony umowy. Strony, która przy tym odniesie swoją zaplanowaną korzyść, a dopiero wtedy ta pierwsza strona nabywa jakichkolwiek praw.

    Największe w tym przekręty, a zwłaszcza te "korporacyjne" polegają na rozbijaniu tej zależności na części. W jednej części i dla jednego (tego możnego) zyski, w drugiej i dla drugiego (tego społecznego, pasożytowanego) straty (np. bank, pożycza pieniądze i później bezwzgklędnie żąda zwrotu i odsetek, kiedy pożyczający sam poniósł stratę i to nie ze swojej winy. Bywa nawet, że bank wiedział o pewnej stracie a z jakichś względów to ukrył.
    Bywa też, że możny robi tak kalkulację na robotę wykonywaną z kimś jako podwykonawcą, że sam przymuje część dobrze skalkulowaną, z pewnym zyskiem, tzw. przerobową, wykonywaną na początku, a ryzykowną resztę oddaje "wspólnikowi".


    "Skoro powstają platformy usług ponad granicznych (FB), ważna jest nie tylko regulacja miejsca uzyskania usługi ale i regulacja miejsca jej powstawania (standardu produktu) i dostarczania. Czyli siedziby centrali tej instytucji - korporacji".

    Ależ skądże. To że w trakcie uczciwie zawartej transakcji obie strony odnoszą korzyść wcale nie znaczy, że obie strony mają płacić podatki.

    Korzyść pracownika najemnego i konsumenta to przecież sam cel procesu gospodarczego, sama jego "użyteczność społeczna".
    Sens to mają tylko podatki od tych co osiągają zyski, które można odkładać i kumulować, żeby je powtórnie móc puszczać w obieg gospodarczy.


    To, że konsumentów i pracowników najemnych obciąża się podatkami to gwałt, a nawet bandyctwo (w majestacie "prawa", czyli prawodawstwa wymuszanego przez korporacje prywatne).

    Ale to nie wszystko, bo w praktyce to silniejsi, czyli korporacje prywatne wymigują się od obowiązków podatkowych.

    Prywatyzują więc zyski, a koszty i straty uspołeczniają.

    A i to nie koniec, bo doprowadziły do tego, że państwa od nich pożyczają pieniądze na odsetki, które im regularnie spłacają. A to już nic innego jak „kontrybucja wojenna” (choć nie przeżywaliśmy wojny - raczej nasze waadza nas poddały wrogowi w niewolę za określone zdradzieckie tantiemy dla siebie).
    Można też uznać, że to specjalny podatek od państwa, które go przemocą ściąga z obywateli w formie mnożonych podatków i grabiąc dobra narodu, oraz okradając i zniewalając przyszłe pokolenia przez dług, który wciąż pozostaje na koncie do spłacenia, dług który już „depopuluje” liczebność tych przyszłych pokoleń.

    To że można go nie uznawać, bo jest spreparowany sztucznie, a nawet zbrodniczo, że dotyczy dóbr narodu niezbywalnych jest oczywiste.
    - Tylko że korporacje prywatne mają tu liczącą się międzynarodowo moc egzekucyjną i wcale nie łatwo będzie jej ich pozbawić, choć jest ona tylko prawodawstwem ustanowionym bez oparcia w wartościach ludzkich wyższego rzędu, a więc faktycznie na mocy prawa kaduka, czyli "z mocy bezprawia".

    Jednak o postawieniu ich przed sądami za dotychczasowe zbrodnie też nawet trudno rozmawiać. - Przecież nawet jeszcze nie mamy sądów sprawiedliwych.
  • @miarka 00:18:54
    Obu Panom Dyskutantom polecam (gorąco) książkę Janusza Zajdla "Limes Inferior".

    Czy "człowiek" chce "PRACY"? Nie, chce dóbr i usług... (pomijam inteligentniejszą część społeczeństwa, która sama odczuwa potrzebę TWORZENIA).

    I chyba komuniści "przeoczyli" to, że właśnie "człowiek" z definicji będzie samolubny, egoistyczny itp...
    Bóg (Jehowa) też był samolubny, stworzył ludzi by Go wielbili, "karmili", jako istotę z innego wymiaru.

    A dopiero MNIEJSZOŚĆ zrozumie, że współpracując, osiąga się więcej niż wydzierając sobie "dobra"... Bo walka TEŻ zabiera (i to czasem sporo) "czasu i sił".
  • @miarka 00:18:54
    Z Pana relacji umownych zniknęło ryzyko jako kategoria porządkująca jakość decyzji właścicielskich zyskami / stratami. Nie dziwię się temu, bo ryzyko ma zasadnicze znaczenie dla firm środka gospodarki, które albo inwestują albo konsumują, podejmując lub nie ryzyko. Tymczasem takie firmy praktycznie wyparowały z gospodarki. I Pan faktycznie pisze o korporacjach działających w warunkach oligopolu. Gdzie ryzyko jest ograniczane ustaleniami politycznymi. Tym niemniej bez kategorii ryzyka, traci sens odpowiedzialność za innowacje. Za rozwój.
    To zresztą jedna z ćwiczonych obecnie w Polsce ślepych ścieżek rozwoju. Gdy administracja publiczna (unijna, krajowa, regionalna, lokalna) podejmuje się odpowiedzialności za innowacje.

    W gospodarce następują przemiany instytucjonalne odpowiednio do dynamizowania rywalizacji gospodarczej (startupy, klastry, obligacje społeczne, budżety partycypacyjne ...). Obawiam się jednak, że nie stać mnie na syntetyzowanie tych procesów.
  • @laurentp 02:51:16
    Różnie w Polsce było za PRL-u. W przedstawionej notce, cytuję Dusz Pasterza, którego słuchałem z rozwagą. Janusza Zajdla czytywałem z zainteresowaniem. Gdzieś to "Limes Inferior" chyba nawet pobrzmiewa w segregacji, segmentacji i wykluczaniu społecznym, Modelu kapitalistycznego systemu ochrony zdrowia.

    Praca przedsiębiorcy, jest faktycznie różna od pracy pracownika najemnego. Wymaga znajomości talentów własnych i szacunku dla talentów współpracowników. W gospodarce sieci wiedzy, to drugie jest coraz ważniejsze.

    Z egoizmu, to trzeba się spowiadać a nie flagować.
  • @Andrzej Madej 07:06:21
    "Z Pana relacji umownych zniknęło ryzyko jako kategoria porządkująca jakość decyzji właścicielskich zyskami / stratami. Nie dziwię się temu, bo ryzyko ma zasadnicze znaczenie dla firm środka gospodarki, które albo inwestują albo konsumują, podejmując lub nie ryzyko. Tymczasem takie firmy praktycznie wyparowały z gospodarki. I Pan faktycznie pisze o korporacjach działających w warunkach oligopolu. Gdzie ryzyko jest ograniczane ustaleniami politycznymi".

    Ależ nie zniknęło, też nad tym ostatnio ubolewałem. Podkreślałem, że "prawnictwo" im tu załatwia zniesienie ryzyka i "prawo do zysku".

    Te firmy środka są już faktycznie dorzynane, a to one decydują i o wolnym rynku i kapitaliźmie, i to one są prawdziwymi obrońcami demokracji dobrze rozumianej, demokracji jako ustroju wspólnotowego, ustroju sprawiedliwości wspólnotowej (nie mylić ze sprawiedliwością społeczną, która jest faktycznie zbrodniczą ideologią), ustroju zdolnego być niepasożytniczym, a więc i zdolnym do przetrwania.


    "Tym niemniej bez kategorii ryzyka, traci sens odpowiedzialność za innowacje. Za rozwój".

    "To prawda". Administracja nie ponosi ryzyka. Bo i to nie ona ma go ponosić, tylko naród - pierwotny właściciel. To on, jego organizacje i ruchy narodowe (nie obywatelskie) ma tu mieć narzędzia kontroli, wydawania zobowiązujących zaleceń pokontrolnych i ich egzekucji.
    Odpowiedzialność też ponosi naród.
    Administracja ma obowiązki - tyle może, ile jej pozwala naród, do czego ją uprawnia.
    Do ponoszenia odpowiedzialności trzeba władzy, a władza to naród. Administracja tylko administruje.

    "To zresztą jedna z ćwiczonych obecnie w Polsce ślepych ścieżek rozwoju. Gdy administracja publiczna (unijna, krajowa, regionalna, lokalna) podejmuje się odpowiedzialności za innowacje".

    Oczywiście. Powyżej tłumaczę, że narodowi nie wolno im na to pozwalać. To on jest Suwerenem.

    Widzę w komentowanym cytacie poważny błąd. Ta "administracja unijna" wcale nie jest administracją publiczną.
    Powyżej w tym temacie nawet piszę:
    "Taaak? To kto będzie władzą zwierzchnią dla tej administracji? Co będzie tutaj dobrem wspólnym? Kto będzie jego właścicielem?"

    Faktycznie administracją unijną jest spełniająca rolę rządu, a nadto dyrygująca wszystkimi unijnymi istytucjami Komisja Europejska. A ona nie reprezentuje "narodu europejskiego", ona nawet nie jest wybierana przez społeczeństwa Europy. To uzurpatorski wrzód Europy. To twór dyktatorski, faktycznie reprezentujący korporacje prywatne funkcjonujące w Europie.

    Ona sobie może administrować swoimi firmami, ale od spraw publicznych, czyli spraw państw europejskich to im i jej wara.


    "W gospodarce następują przemiany instytucjonalne odpowiednio do dynamizowania rywalizacji gospodarczej (startupy, klastry, obligacje społeczne, budżety partycypacyjne ...). Obawiam się jednak, że nie stać mnie na syntetyzowanie tych procesów".

    Tego też nie ugryzie bez wyegzekwowania władzy narodu i autentycznej kontroli narodu.
    W tej chwili przyjęto fałszywy kierunek na regulacje odgórne. Nawet konkurencję już się dobija. Skądże więc rywalizacja?

    Rywalizacja to może być tylko w dobru jednakowo rozumianym i przy w ogóle jednoznacznie rozumianym systemie ludzkich wartości, w ramach którego ta rywalizacja ma się odbywać. Rywalizacja w tym kto lepszy, kto lepiej buduje przestrzeń dla zaspokajania potrzeb społecznych, kto jest sprawniejszą instytucją użyteczności publicznej, kto lepiej rozeznaje autentyczne, dalekowzroczne potrzeby ludzkich społeczności.
  • @miarka 10:33:56
    Moja notka jest humanizacji ekonomii poprzez dowartościowanie znaczenia pracy, w kontekście rosnących potrzeb pracy dobroczynnej. W tym kontekście uważam, że odpowiednio stawiamy powinności wobec własności, i tej za którą odpowiadamy rodzinnie (osobiście) jak i narodowo. Natomiast wprowadzając kategorię ryzyka, musimy poszerzyć perspektywę na pracę komercyjną, rynkową. A zatem pracę, której efekty wymagają powiązania z zasobami którymi dysponują inni ludzie. Przez "przed - się - biorcę" ryzyka. Bo ryzyko jest.
    Bo bez ryzyka nie ma rozwoju.
    I tak pojawia się problem na jakiej zasadzie nam te zasoby udostępnią. Jaka będzie nasza dla nich rekompensata za ryzyko ich udostępniania.

    Prawdę mówiąc ciągle nie widzę nic sensowniejszego jak oprocentowanie. Choć sieć pełna jest nowych pomysłów o współryzykowaniu.
    Dojrzewają ...
  • @Andrzej Madej 08:13:05
    „Moja notka jest humanizacji ekonomii poprzez dowartościowanie znaczenia pracy, w kontekście rosnących potrzeb pracy dobroczynnej”.

    Oczywiście. Sensownie. Chodzi o skupienie się na doskonałości dzieła zmierzającej do najlepszego możliwego spełniania potrzeb ludzi indywidualnych z jednej strony, a użyteczności społecznej ze strony drugiej.

    Praca dobroczynna też się skupia na dobru człowieka na rzecz którego adresowana jest ta praca i też w kontekście służebności wobec ogółu społeczności.

    Warto tu jednak zapytać: „Czym jest ekonomia?”, Czy to aby nie sama logika gospodarowania? A więc ta potrzeba dowartościowania pracy praktycznie wynikać może tylko z przewartościowania narodowych czynników produkcji, albo samego kapitału. Jasne więc, że to ten przewartościowany kapitał był, a nawet jeszcze jest tu tym czynnikiem dehumanizującym, odczłowieczającym. Na pewno pracą uczłowieczoną, humanistyczną jest praca dobroczynna, jako bezinteresowna, ofiarna, wyrażająca miłość.

    „W tym kontekście uważam, że odpowiednio stawiamy powinności wobec własności, i tej za którą odpowiadamy rodzinnie (osobiście) jak i narodowo”.
    Chronić i modernizować swoje „siły wytwórcze”, swój warstat pracy i umiejętności, a także budować swój potencjał trzeba trzeba ...

    „Natomiast wprowadzając kategorię ryzyka, musimy poszerzyć perspektywę na pracę komercyjną, rynkową. A zatem pracę, której efekty wymagają powiązania z zasobami którymi dysponują inni ludzie. Przez "przed - się - biorcę" ryzyka. Bo ryzyko jest.
    Bo bez ryzyka nie ma rozwoju”.

    Nie, nie, nie, nie, nie!

    Zejdźmy na ziemię.

    Rozwój to dobro moralne, a nie zysk. Człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi, ale donosi według swojej woli - zwłaszcza kiedy cel jest dobry i środki dobre. Zysk to tylko owoc dobrego postępowania. Zysk nie może być celem ludzkich działalności.

    To na tym opiera się całe uczłowieczenie (humanizacja) pracy, jej dzielność i zdrowa ekonomia.

    Kiedy powyżej wspomniałem o ryzyku było to:

    „Podatki uciekają za sprawą wielkich korporacji prywatnych, które stać na skutecznych, bo ustosunkowanych "prawników", co im z góry załatwiają, żeby ich nie płaciły, a więc nie ponosiły ryzyka tylko miały "prawo do zysku".

    Cyfryzacja, czy inne automatyzacje nic tu nie zmienią, żadne prawnictwo nic tu nie zmieni. Zmiana może przyjść tylko wraz z moralnością.

    Cały biznes musi służyć najpierw moralności, najpierw dobru wspólnemu narodu, najpierw celom społecznym, życiowym i dalekowzrocznym; najpierw użyteczności społecznej prowadzonej działalności, a dopiero wtedy można mówić o korzyściach ekonomicznych”.

    Moje więc tu podejście jest zupełnie inne.

    My, jako zwolennicy uczciwego, moralnego kapitalizmu już żyjemy w kręgu podejmowania ryzyka, już jesteśmy zainteresowani, żeby tu były równe możliwości dla wszystkich stron procesu gospodarczego. Nas tu nie trzeba przekonywać.

    Tu problemem są krporacje prywatne i cały nieludzki korporacjonizm-syjonizm-globalizm, który zamiast ryzyka chciałby mieć „prawo do zysku” bez względu na społeczne efekty prowadzonej działalności, a całą resztę zostawiać w wielkiej niepewności, czy choćby wyjdzie z danego procesu bez straaty.

    Jeszcze gorzej jest z tą „rekompensatą za ryzyko”:

    „I tak pojawia się problem na jakiej zasadzie nam te zasoby udostępnią. Jaka będzie nasza dla nich rekompensata za ryzyko ich udostępniania”.

    Cała ta „rekompensata za ryzyko” to przecież i żródło wypaczeń kapitalizmu i źródło skrajnej patologii jaką sa korporacje prywatne zmierzające do zastrzeżenia sobie „prawa do zysku”.


    „Prawdę mówiąc ciągle nie widzę nic sensowniejszego jak oprocentowanie. Choć sieć pełna jest nowych pomysłów o współryzykowaniu”.

    A ja uważam oprocentowanie za skrajnie nieludzkie, antyhumanistyczne. Również pomysły sieci na współryzykowanie, które raczej wiąże się z hazardem, jak z rywalizacją w dobru, w czynieniu dobrze innym, raczej z wchodzeniem w system, w którym typowymi są straty, a nie dzielenie zysków.

    Dzielenie zysków powinno być sprawiedliwe, a nie według „praw”, czyli tego, co wykoncypują „prawnicy”.

    Nie można więc poprzestać na współryzykowaniu , czyli związku jedynie ekonomicznym. Ekonomia, jako część polityki musi służyć i sprawiedliwości i innym wartościom i celom ludzkim. Tu już musi uczestników przedsięwzięcia łączyć i cel społeczny, a nadto wzajemna lojalność, jednakowe rozumienie dobra i zła oraz zgodne działanie dla dobra wspólnego.

    Nie może być jak z tuskowymi autostradami, gdzie podwykonawcy poszli z torbami, według przekrętu o którym powyżej piszę:

    „Największe w tym przekręty, a zwłaszcza te "korporacyjne" polegają na rozbijaniu tej zależności na części. W jednej części i dla jednego (tego możnego) zyski, w drugiej i dla drugiego (tego społecznego, pasożytowanego) straty (np. bank, pożycza pieniądze i później bezwzgklędnie żąda zwrotu i odsetek, kiedy pożyczający sam poniósł stratę i to nie ze swojej winy.
    Bywa nawet, że bank wiedział o pewnej stracie a z jakichś względów to ukrył.
    Bywa też, że możny robi tak kalkulację na robotę wykonywaną z kimś jako podwykonawcą, że sam przymuje część dobrze skalkulowaną, z pewnym zyskiem, tzw. przerobową, wykonywaną na początku, a ryzykowną resztę oddaje "wspólnikowi".”

    Tymi „z pewnym zyskiem” są zwłaszcza mafie na szczeblu lokalnym, a korporacje prywatne na szerszym forum.

    To dlatego powyżej też piszę:
    „Sama zasada korporacyjna: "najpierw zysk" to się raczej kojarzy z zabawą "w głupiego Jasia", czy jakieś "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz", a nawet z "prawem silniejszego", "prawem możnego", "prawem pysznego" i "prawem dżungli".

    Podstawą wszelkich umów (a więc i wszelkiego prawodawstwa) jest najpierw spełnienie wynikającego z nich obowiązku, czyli zaspokojenie celu społecznego drugiej strony umowy. Strony, która przy tym odniesie swoją zaplanowaną korzyść, a dopiero wtedy ta pierwsza strona nabywa jakichkolwiek praw”.
  • @miarka 15:18:42
    W moje bogatej praktyce gospodarczej, ok. 60 % działań poszło na marne. Znaczy, musiałem się dzielić stratami z sam ze sobą.
    Ale nie tylko. Musiałem zwalniać wielu pracowników.
    Obniżałem wartość firmy ....

    W każdym z moich działań było ryzyko, w niektórych był zysk.
    Bez ryzyka nie ma rozwoju.
    Bez strat nie ma rozwoju.
    Zdarza się rozwój bez zysku.

    Nie tylko bez swojej pracy, ale i bez pożyczania bym nie przeżył (ekonomicznie:)).
  • @Andrzej Madej 17:36:37
    Przecież ja nie neguję konieczności podejmowania ryzyka. Powyżej piszę:
    "My, jako zwolennicy uczciwego, moralnego kapitalizmu już żyjemy w kręgu podejmowania ryzyka, już jesteśmy zainteresowani, żeby tu były równe możliwości dla wszystkich stron procesu gospodarczego. Nas tu nie trzeba przekonywać.

    Tu problemem są krporacje prywatne i cały nieludzki korporacjonizm-syjonizm-globalizm, który zamiast ryzyka chciałby mieć „prawo do zysku” bez względu na społeczne efekty prowadzonej działalności, a całą resztę zostawiać w wielkiej niepewności, czy choćby wyjdzie z danego procesu bez straaty."

    Doszliśmy do wielkiej niezgodności co do oprocentowania. To ten system, co oprocentowaniem zabija ryzyko i dąży do zysku za wszelką cenę jest tu nie do przyjęcia.

    Pojawił się u banksterów argument: "oprocentowanie musi być wysokie, bo ryzyko jest wysokie".
    W praktyce więc mamy również "skoro oprocentowanie jest wysokie, to i ryzyko jest wysokie".
    Kółko się zaczyna, ekonomia się rozbiega w kosmos.

    Mamy tu znany z automatyki układ sterowania oparty o dodatnie sprzężenie zwrotne. - Im klient ma gorzej, tym będzie miał gorzej, a im bankster ma lepiej, tym będzie miał lepiej.
    Bankster jest zagraniczny, klient polski, Polska ginie.

    Kolejne dziesiątki lat mijają, rządy się zmieniają, partie u władzy, a tu dalej to samo.
    Nie ma mocnych, żeby tych banksterów pogonić?


    Odsetki dochodzą do 30%, a w normalnych relacjach inwestycja powinna być możliwa do realizacji już przy 3-5% zysku.

    To bezkarne, bandyckie odsetki banksterów-pasożytów zarzynają kapitalistyczną przesiębiorczość.

    Owszem, czasem mamy kalkulacje, że osiągniemy zysku 40%, więc te 30% możemy zapłacić. Tylko że to się potrafi zmienić bez naszej winy i wylądujemy np. na 30%. Pracowaliśmy dobrze, ale za darmo. Firma przetrwała, pracownicy przeżyli, my wegetujemy, przejadamy zasoby.

    A jak wylądujemy w 20%?
    A jak podobną robotę weźmie korporacja prywatna i będzie miała oprocentowanie kredytu 1,5%?
    Nie będzie robiła wszystkiego, by nas jeszcze bardziej wygryzać z rynku, "podkładać świnie" i przejmować wszystkie kontrakty?
    To co, jest sens ryzykować, a jakby co to tracić wszystko?
  • @miarka 19:18:41
    "Doszliśmy do wielkiej niezgodności co do oprocentowania. To ten system, co oprocentowaniem zabija ryzyko i dąży do zysku za wszelką cenę jest tu nie do przyjęcia."

    Jak pamiętamy kiedyś uczeni Kościoła Powszechnego próbowali limitować stawki procentu i nic z tego nie wyszło. Podobnie jak nic nie wychodzi z tego limitowania w krajach arabskich. Choć można o tym poczytać wiele tkliwych opowieści, prawie jak o etycznych biznesmenach.

    Wycenami ryzyk zajmuje się rynek kapitałowy, ale on poddał się tym samym patologiom centralizacji zarządzania, co cała gospodarka.

    Myślę, że nowoczesne technologie pozwolą na wprowadzanie nowych instrumentów do pozapieniężnego wartościowania ryzyk. Taką wiążę nadzieję z obligacjami posagowymi. Pisałem o tym nawet w sierpniu tego roku do Pani Prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie ale coś nie stykło.
    Mówią, że za miesiąc mają wybrać nowego prezesa GPW - to napiszę jeszcze raz :)
  • @Andrzej Madej 11:18:53
    "Myślę, że nowoczesne technologie pozwolą na wprowadzanie nowych instrumentów do pozapieniężnego wartościowania ryzyk. "

    Już widzę, że nic z tego nie będzie bo tu jest sprzeczność.
    Otóż korporacje prywatne kombinują, żeby być uprawnionymi do "prawa do zysku". (Ostatnio to sobie zapisali w umowie CETA - oczywiście pilnie musi być odrzucona przez Parlament, bo częścowo już funkcjonuje, a jej agitatorzy jako nawołujący do przestępstwa jakim jest udział w tym oszustwie posadzeni w więzieniu).
    To zaś, że wywalczają sobie :prawo do zysku" (a banksterzy to już praktykują od nie wiadomo ilu lat) znaczy że nie ryzykują.
    A jak nie ryzykują, to i nie należy się im oprocentowanie - to tyle, co zysk zerowy.
    Tyle co organizacja użytku publicznego, nawet i państwo samo.

    W tych warunkach nie ma mowy o żadnym rynku, o żadnej gospodarce, o żadnej polityce.

    Korporacje prywatne usiłują zająć miejsce państwa, ale wcale nie zamierzają działać dla pożytku publicznego, tylko dla zysku prywatnego. To jest więc pasożyt, który musi być natychmiast usunięty.

    To na tym musimy się skupić, a nie na budowie jakichś nowoczesnych systemów, które KP zawsze ominą, czy rozwalą, zyski sprywatyzują, a z kosztami i stratami zostawią wszystkich pozostałych uczestników tego systemu.


    "Mówią, że za miesiąc mają wybrać nowego prezesa GPW - to napiszę jeszcze raz :)"

    Tam, to jest dopiero bagno - handel świętą i niezbywalną własnością wymieszaną z posiadaniem, a z podciągnięciem wszystkiego pod iluzoryczne "prawa własności", prawa do tego czego jeszcze nie ma.

    To jest dopiero zdehumanizowanie ekonomii, czyli prymat zysku nad służebnością społeczną, nad niezbądnym dla cywilizowanego życia priorytetem ludzkich wartości.

    Kiedy tam dewizą będzie zasada: "jak ludzie będą zadowoleni z naszych dzielnych produktów, i z naszej dzielności i pracodzielności, to będziemy mieli zyski.
  • @miarka 15:10:02
    Jakoś trzeba wybierać pomiędzy możliwościami. Żeby wybierać w szerokim gronie, trzeba zestawiać i porównywać różne propozycje. Giełda w Wa-wie ma sprawną technologię do koncentrowania propozycji i rozliczania zobowiązań.
    Ale jej produkty, są coraz mniej atrakcyjne dla Polaków (tzw. indywidualnych inwestorów). No to powinna pomóc we wprowadzaniu nowych instrumentów wartościowania (nawet nie koniecznie wycen) ryzyk współdziałania gospodarczego. Instrumentów właściwych dla demokratycznej kontroli finansów publicznych w społeczeństwie sieci wiedzy.
  • @Andrzej Madej 16:42:43
    Tak, tylko mi chodzi nie o szczegóły, a o jej posadowienie w służebności, czyli wartościom u jej celu.

    Na pewno nie są to wartości ludzkie. Na pewno nie służą odpowiedzialnemu kapitalizmowi, wolnemu rynkowi ani demokracji. Na pewno nie jest to służba Polsce.
    Jedyny jej cel to działalność nastawiona na zyski - a więc w praktyce służąca tylko przestępcom i korporacjom prywatnym.

    Dla Polski jest nie tylko ruinująca z powodu niewspółmierności środków na inwestycje, które posiadają Polacy, by nimi działać dla interesów rzeczywiście polskich, aby być się w stanie obronić przed atakami spkulacyjnymi, a zwłaszcza na walutę, ale przede wszystkim przez wciąganie potencjalnych inwestorów w całą "prawniczą", ideologiczną, korporacjonistyczno-syjonistyczno-globalistyczną gierkę, pasożytniczą i niemoralną, krótkowzroczną i samozatraceńczą. Samozatraceńczą tym bardziej, że nie mamy tu faktycznie się liczącej kontroli, a przez to wszystko, co inwestujemy tonie w globalistycznym morzu służąc naszym wrogom.

    Tu, żeby cokolwiek miało sens trzeba priorytetu moralności nad gospodarką, ekonomią, handlem, rolnictwem, czy farmacją, nad całym procesem stanowienia i wykonywania prawodawstwa, a w szczególności związanych z tym praw. Praw jako skutków wykonania umówionych obowiązków.


    Giełda sens ma tylko wtedy, kiedy ofertą są dobra istniejące, dobra będące wyłącznym posiadaniem sprzedającego.

    Nadto kiedy obie strony transakcji uczestniczą w procesie działań dla dobra wspólnego.

    Musi więc być zamknięta - otwarta wyłącznie dla podmiotów zainteresowanych uczciwej i lojalnej pracy na rzecz dobra wspólnego Narodu Polskiego.

    Inaczej taka giełda nie ma prawa nazywać się polską. Inaczej będzie tylko zdradzieckim drenem w polskiej gospodarce, wyprowadzającym z niej polskie dobra za granicę.

    Handlować można tylko z ludźmi dobrymi, mającymi z nami wspólne cele, bowiem każdy handel, każda spółka, każda umowa, czy każde prawodawstwo jako warunek uczciwości musi sobie stawiać równouprawnienie. (Odpowiednio do tej zasady sprawiedliwości, że pomagać, czy współdziałać można tylko w czynieniu dobra).

    A równouprawniać nie wolno nam nie tylko prawdy i fałszu, czy dobra i zła, ale i tego, co służy życiu z tym, co służy śmierci, a więc i moralnego z niemoralnym.

    Te trzy punkty to powstawa wstępu na giełdę. Zyski to dopiero sprawa drugoplanowa.
  • @miarka 17:56:05
    Mam wrażenie, że rewolucja cyfrowa otwiera przed światem całkiem inne obszary rozwoju. Możliwe, że rozwoju degenerującego, ale jednak rozwoju.

    Czy 20 lat temu ktoś mógł przewidywać renesans eugeniki ?

    Czy da się ją dzisiaj zatrzymać argumentami aksjologicznymi ?
    Czy też trzeba szukać nowych instrumentów i instytucji społecznych dla wykorzystania interaktywnej diagnostyki w ramach łacińskiej organiki życia społecznego ?

    W kontekście mojej nowej notki, myślę, że to drugie ...
    http://si.neon24.pl/post/135609,edukacja-czy-eugenika
  • @Andrzej Madej 05:46:17
    "Mam wrażenie, że rewolucja cyfrowa otwiera przed światem całkiem inne obszary rozwoju. Możliwe, że rozwoju degenerującego, ale jednak rozwoju".

    Nie. Albo rozwój, albo degeneracja.
    Cyfra to tylko narzędzie służące opisowi natury. Nie jest ani zła ani dobra, ani piękna ani brzydka, ani nie służy życiu ani śmierci.
    To, jakie będą skutki posługiwania się nią zależy tylko od intencji i woli, oraz umiejętności. Do tego zależy od naszego rozumienia natury przy pomocy zmysłów i innych narzędzi, aby zachowywać poczucie realizmu. Modele analogowe dawały nam tu większe możliwości czucia realiów czasu i miejsca, oraz materii. - Cyfra to jednak już abstrakcja, której uwierzyć łatwo, a więc i oszukanym można być łatwo, a co za tym idzie - nie mamy też narzędzi do weryfikacji fachowców i pośredników.
    Inaczej mówiąc, bez starych, poczciwych narzędzi w postaci moralności i rzeczywiście stosowanego systemu naszych ludzkich, narodowych, rodzinnych i religijnych wartości mamy w cyfrowej rzeczywistości znacznie trudniej, by przetrwać... A gdzie rozwój?

    Rewolucja cyfrowa powoduje tu tylko zmniejszenie presji na umiejętności. Problem, że i umysł ludzki będzie mniej ćwiczony, więc i mniej sprawny - dojdą więc do ułatwień i utrudnienia przez liczniejsze jak zwykle błędy.

    W moim odczuciu cała dzisiejsza ekonomia jest wielkim błędem, a ogłupianie społeczeństw jeszcze roście. Rośnie też ich okradanie, a więc i pozbawianie możliwości działania - w tym zwłaszcza korygowania błędów i nauki na nich, by się wystrzegać dalszych.
  • @miarka 19:46:10
    Słowo "rozwój" użyłem w najszerszym znaczeniu - tak jak w rozwoju choroby (np nowotworowej).
    Ciąg dalszy pod kolejną notką ...

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031